Bijące serduszko i imponujący mózg

Rozpoczęłam bardziej oficjalne przenosiny do Wrocławia. Na pierwszy ogień nolens volens poszła służba zdrowia, a dokładniej ginekolog. Ten został wybrany po rozmowie ze znajomym chirurgiem, który razem z żoną przechodził cały ten proces rok temu. Wizyty prywatne, zabawne, w łódzkich cenach i USG bez dodatkowych opłat. Gorzej ze skierowaniami na badania — trzeba będzie je wykombinować od lekarza POZ, do którego najpierw trzeba będzie się zapisać.

Po pierwszych nieporozumieniach i wydębieniu ode mnie informacji, że za późno już na testy beta hCG oraz innych okoliczności doszliśmy do wspólnego wniosku, że ciąża ta wymaga specjalnej troski. Potem nastąpiło badanie USG, na którym pełna obaw, nadziei i mieszanki pozostałych emocji zobaczyłam, co następuje.

 Takiego małego wstydziocha, który zasłania się rączką (i tej wersji będę się trzymać).

A następnie takiego stworka, niektórym, w tym jego jeszcze nierodzonemu ojcu, przypominającego chomika.

Zaraz potem pan dochtur pokazał bijące szalenie serduszko i prześwietlił głowę, ukazując w niej mózg!

Ponadto ustaliliśmy na podstawie pomiarów datę porodu na 3 maja, co zaledwie o 1 dzień mija się z datą wynikającą z kalendarza. Czyli długi weekend mam zaplanowany, uff.
Dodatkowo dostałam rozpiskę co, gdzie i jakie badania, receptę na luteinę (co oznacza wykorzystanie kolejnej z możliwych dróg podania leku; choć kilka dziurek jeszcze zostało) oraz przykaz picia kawy, a nawet dwóch dziennie celem podwyższenia ciśnienia.

Uspokojona czekam na wizytę u rodziców, by nowinę im przekazać, a potem na czwartkowe USG genetyczne.

2 komentarze
  1. 20/10/2013
  2. 20/10/2013

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.