Nie o te zapachy

Łykam tyle aspiryn (jedną dziennie, ale chyba trzeci tydzień), a się pochorowałam. Nos cały zatkany, więc doprawdy nie mam pojęcia, jaki smak będą miały robione wczoraj przeciery pomidorowe w stylu włoskim. Doprawiać musiałam na oko, zamiast na nos i kubki smakowe.

Dziś katar lżeje, ale nie wiem, czy się cieszyć, bo jedyne co czuję, to te krowie wymiona stanowiące przysmak i nagrodę w jednym mojego psa. Zawsze sobie spokojnie leżały, a dziś co rusz uderza w moje nozdrza fala ich odoru.

To nieco paranoiczne, że zakładam blog, skrycie chwalę się koleżankom (z przykazaniem zachowania skromnego wewnętrznego entuzjazmu), a przed rodzicami milczę w obawie przed zapeszeniem.
Mamy 10. tydzień, poza powyższym czuję się doskonale i jestem szczęśliwa.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.