Wieści medyczne

Wstałam dziś o 5.20 (zaliczyłam 2 drzemki). Godzinę później jechałam już autobusem, zaklinając w myślach, żeby tylko pies nie obudził osiedla swoją tęsknotą za mną. Potem 20-minutowy spacer, by o 7.15 stwierdzić, że przychodnię otworzą za 45 minut. Pod drzwiami kłębiły się dwie osoby w wieku seniorskim. Poczułam się jak nawiedzona baba, która nie może się doczekać wizyty i ponarzekać w poczekalni. Podeszłam do nich, żeby luknąć, od której otwierają i od razu zostałam ustawiona do szeregu.
— Czwarta pani jest.
Nieważne dokąd, po co, do kogo. Kolejek w środku może być tuzin. Ale jestem czwarta i już.
Uciekłam stamtąd na pobliską ławeczkę, z zimna jednak poszłam sprawdzić tramwaje i kątem oka dostrzegłam, że ludki spod drzwi zniknęły. Ktoś otworzył drzwi i można było czekać w środku, z czego skorzystałam. W końcu odebrałam wszystkie wyniki i popędziłam do poradni hematologicznej w drugiej części miasta. Cały czas na czczo, na wypadek, gdyby chcieli mi tam jakieś badania robić (naiwność). Tam nowa kolejka do rejestracji. Odczekałam, weszłam i tłumaczę, co i jak, dlaczego jestem tutaj, chociaż wiem, że zapisy są na przyszły rok. W końcu pani wzięła moje wyniki i poszła pokazać któremuś lekarzowi. Ten miał odpowiedzieć, że nie wie, czego ja tu szukam, bo z wyników wynika, że nic się nie dzieje. Z jednej strony trochę ulżyło, kolejny ciężar z głowy. Z drugiej cały czas pozostaje wątpliwość, czy się pan doktor dobrze zastanowił. Chwilowo to zostawiam.

Co do wyników. Morfologia prawie w porządku. Obniżony hematokryt, co przy 5-tygodniowym wstrzykiwaniu clexane chyba nie powinno dziwić. Może wprawdzie też oznaczać anemię, ale to już lekarz niech się wypowie. Leciuchno podwyższone krwinki białe i neutrofile. Do oceny kogoś kompetentnego.
Glukoza spoks. Słynne badania wirusowe w porzo, ujemne.
TSH, uwaga, o dziwo, w normie (wow).
Dobra wiadomość: nie przechodzę toxoplasmozy. Zła wiadomość: nigdy jej nie przeszłam.
Mocz byłby okej, ale ktoś się dopatrzył licznych bakterii. Nie widziałam tego od razu, w przychodni. Chwyciłam więc telefon i zadzwoniłam do ginekologa z apelem o pomoc. Poradził iść do internisty, co uczynię w piątek.
Tymczasem doczytałam w mądrym i niezawodnym internecie, żeby pić dużo wody i pochłaniać dużo kwaśnego.
Mój organizm słucha się internetu, bo od razu przeszła mu ochota z wafelka na ogórki kiszone.

3 komentarze
  1. 30/10/2013
  2. 30/10/2013
  3. 30/10/2013

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.