Spóźniona opowieść wigilijna

(Spóźniona z powodu tygodniowego detoksu komputerowego).

Otóż po trzech dniach i trzech nocach w kuchni, gdy nie zdążyliśmy już nawet włączyć zmywarki, żeby część tego pobojowiska ogarnąć, gdy zostaliśmy bez choinki, za to z milionem pierniczków i suszonych pomarańczy do zawieszenia, gdy pogodziliśmy się z faktem, że nie wyjdzie nam seromakowiec, a dwa osobne: sernik i… mazurek makowy, gdy spędziliśmy moją pierwszą wigilię bez moich rodziców, gdzie wszystko było przepyszne i w znacznym nadmiarze, nastąpił długo odwlekany moment, kiedy nie byłam w stanie zdjąć sama skarpetek i w czym Tomek musiał wyręczyć objedzoną do granic matkę swojego dziecka.
Kurtyna.

6 komentarzy
  1. 31/12/2013
  2. 31/12/2013
  3. 31/12/2013
  4. 31/12/2013
  5. 02/01/2014
  6. 07/01/2014

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.