Tydzień 11: głowa, spanie, niezborność

Niewątpliwie najważniejszym wydarzeniem 11. tygodnia było spotkanie Natalki z jedyną prababcią. Prababcia mimo sędziwego wieku ogarnia wiele spraw, których nie ogarniają dzisiejsze matki i babcie (taka generalizacja!). Pochwaliła na przykład nasze stosowanie pieluszek wielorazowych, bo w pampersach tyle chemii, i oświeciła mnie, że to słynne niegdysiejsze prasowanie tetry związane było z bardzo żrącymi proszkami do prania. No przecież.

Natalia

Jak pani doktor tydzień temu powiedziała, że rączki słabe i że główkę za mało podnosi i przytrzymuje, i że jak sobie nie poradzi, to do neurologia… no to wkroczyłam do akcji. Ćwiczyłyśmy sobie do tej pory, ale zupełnie lajtowo. Teraz wzięłyśmy się w garść. Z dnia na dzień Natalka coraz bardziej lubi leżeć na brzuchu i coraz dłużej na nim wytrzymuje. Coraz wyżej trzyma głowę. I w ogóle jest coraz bardziej „coraz”.

Ledwo ostatnio napisałam o sposobach usypiania, a tu się okazało, że dziecko poradzi sobie samo. A było to tak. Leżałyśmy sobie na łóżku i gadałyśmy o życiu. Wtem Natalkę rozmowa znudziła, leżenie na plecach znudziło i noszenie też nie za bardzo. Położyłam ją na brzuchu i poszłam do kuchni po wodę dla siebie, bo zbierało się na karmienie, a bez wody to ciężko wytrzymać. Wracam, a ta śpi. Kurtyna.
Teraz jeszcze bardziej doceniam wspólne chwile usypiania przy piersi i w utuleniu.
Od trzech dni Natalka urządza wędrówki łóżeczkowe. Przez sen przekopyrtowuje się i śpi na ukos w stosunku do osi łóżeczka. Gdyby nie szczebelki, pewnie by się obkręciła zupełnie.
Była dziś kontrola bioderek. Weszły na wyższy poziom rozwoju, ale jeszcze się on nie zakończył. Podobno jest pięknie. A pan doktor to taki żartowniś, że zapytał, czy ona taka niedożywiona, że takie opuchliny z głodu ma. Hy hy kuźwa hy. Się doktór nabijał, że taka pulchniutka. No!

Ja

Płaczę, odkładając kolejne ciuszki do torby. Bo za małe. Ten pajacyk, w którym topiła się w dniu wyjścia ze szpitala za krótki jest od kilku tygodni. Torba zapełniona na 75%. Ona wyrasta, ja ubolewam.

Wracam do dawnych niezdarności, które dziwnym sposobem w miarę minęły w ciąży. Większości dziewczynom robią się jakieś sklerozy i spadki zręczności ciążowe, a u mnie odwrotnie. Widać, gorzej być nie mogło, więc zrobiło się lepiej. Ale teraz witajcie z powrotem oparzone ręce i pocięte nożami palce. Tęskniłam.

12 komentarzy
  1. 18/07/2014
    • 18/07/2014
  2. 18/07/2014
    • 18/07/2014
    • 18/07/2014
    • 18/07/2014
  3. 18/07/2014
    • 18/07/2014
  4. 18/07/2014
    • 18/07/2014
  5. 18/07/2014
    • 18/07/2014

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.