Tydzień 9 i 10: duma, uśmiechy, regulacja

No i znowu nie zdążyłam tydzień temu napisać o dziewiątym tygodniu, więc będzie post łączony. Dużo się dzieje, to i czasu mniej. Tak zupełnie dla siebie zostają nam wieczory, kiedy panna odpłynie w dalekie krainy snu.

Chyba że są upały, to wtedy też śpi na potęgę, a ja wtedy na przemian się martwię, czy wszystko OK i ogarniam co się da na czas (efektów nigdy nie widać).

Natalia

Zaczęła chyba nas rozpoznawać. Uśmiecha się, gdy się nad nią pochylam ja lub Tomek. A to jest taki promienny uśmiech, że serce rośnie. Udało mi się Natalkę nawet odwieść od płaczu w samochodzie (w samochodzie!!!) poprzez samo nachylenie się nad nią. Zobaczyła moją twarz i już nie chciała płakać, tylko się uśmiechać. Wtedy z kolei mnie się chciało płakać. Z radości.

Powoli też reguluje się jej rytm dobowy. Zasypia w godzinach 20.00–22.00. Czasem po kąpieli, czasem bez kąpieli. Znakiem do nocnego snu jest otulenie w taki różowy otulacz. Ten pierwszy nocny sen jest coraz dłuższy. Ostatnio pobiła rekord, nie budząc się przez siedem godzin. Huh. Można by mi pozazdrościć wyspania się. Nie nie nie. Ja wtedy na zmianę pracowałam i martwiłam się, czy się dziecko nie popsuło. (Co jest ze mną nie tak?!).
W ramach rytmu dobowego jest jeszcze przedpołudniowa drzemka. Czyli rano budzimy się obie gdzieś między siódmą a dziesiątą, Natalia coś zje, ja też, jeśli się da, chwilę pogadamy, pobawimy się i widzę, że maleństwo odpływa. Trochę jej w tym pomagam, np. noszeniem i tuleniem.
Tyle z rytmu. Reszta pozostaje chaosem. Albo może tak mi się wydaje, bo nie zapisuję kiedy co i jak.
Karmienie także się reguluje. Wychodzi różnie, co 2–4 godziny. Chyba że są okoliczności specjalne typu upał lub wizyta u lekarza. Ciekawe jest też to, że się czas jedzenia znacznie skrócił. Tego też nie liczę i nie wypominam jej, ale na moje oko wystarcza Natalce jakieś 15–20 minut ssania.
W międzyczasie Natalka skończyła dwa miesiące. A że zbiegło się to z imieninami wrocławskiej babci, to wystroić się nie zaszkodziło. Zwłaszcza w taką kreację od cioci Karolajny.

Ja

Miało już o mnie nie być, ale będzie.
Pracuję i nie czuję się z tego powodu wyrodną mamą. Wyrodna jestem dla siebie, bo zamiast się przespać jak normalna zmęczona matka dwumiesięczniaka, ja odpalam laptopa i zatapiam się na kilka nocnych godzin w robienie książek. A co, jak dają, to biorę, lekko nie ma.
Obiecuję sobie, że się będę wysypiać w dzień razem z Natalką, bo przecież nikt od nieodkurzonej podłogi nie umrze. Ale jakoś tak się schodzi, że nie drzemię, tylko odgruzowuję mieszkanie. Widocznych efektów, jak wspomniałam, brak.

Nowości

Zaliczyliśmy pierwszy nocleg poza domem. Weekend u rodziców Tomka, gdzie mieliśmy opiekować się psami. Problemu ze spaniem nie było. Zwyczajna pora, brak kąpieli, różowy otulacz i oczywiście niezastąpiony myster cyc. Spała razem z nami, przy dźwiękach telewizora (bo w domu tego nie ma).

Odbyły się pierwsze większe odwiedziny u nas. Nareszcie! Przybyli: ciocia Karolajna z nową porcją pięknych kreacji (jeszcze bez premiery), ciocia Luczija z bodziakami mocno jeszcze za dużymi, ale doczekać się ich użycia nie mogę („Don’t grow up”) oraz wujcio Patryk z zapasem karmi.

Ponieważ od kilku dni nie ma Tomka, a upały nieziemskie, musiałam nauczyć się samodzielnie kąpać własne dziecko. Do tej pory robił to wyłącznie Tomek i chwała mu za to, bo podpatrzyć mogłam, jak to zrobić, żeby nie było awantury. Ja za to stałam na pozycji podawacza ręcznika. Teraz trzeba było wykombinować całą logistykę od nowa. Niezbędna okazała się podłoga, na której leży mój poskładany ręcznik, na którym leży Natalkowy rozłożony i gotowy na przyjęcie mokrego dzidzia ręcznik z kapturkiem. Jestem z siebie dumna.

Nieobecność Tomka to także wyzwanie, jeśli chodzi o wizytę u lekarza. Postanowiłam poradzić sobie sama. Załatwiłyśmy sprawę w 3 godziny. Użyłyśmy komunikacji miejskiej (autobus + tramwaj i z powrotem tak samo, tylko odwrotnie) i chusty. To niesamowite, ale mam teraz większe fory niż w ciąży. Ledwo kupiłam i skasowałam bilet, odwracam się, a tu panie (60+) wstają i wskazują miejsce, gdzie będzie najwygodniej usiąść.
U lekarza usłyszałam co prawda, że chusta to nie bardzo. Ja już wyskakuję z argumentami od fizjoterapeuty, a to się okazało, że to o mnie chodzi. Że przez pół roku nie mam dźwigać, bo mięśnie dna miednicy nie dadzą rady. Coś ktoś na ten temat? Chustujące mamy?
Tak czy siak jestem bardzo z siebie dumna. Spodobało mi się i będziemy częściej się odważać na samodzielne eskapady.

Etam, I want to break free

25 komentarzy
  1. 11/07/2014
    • 11/07/2014
  2. 11/07/2014
    • 11/07/2014
    • 11/07/2014
    • 12/07/2014
    • 13/07/2014
    • 16/07/2014
  3. 11/07/2014
    • 11/07/2014
    • 11/07/2014
  4. 11/07/2014
    • 11/07/2014
    • 16/07/2014
    • 17/07/2014
  5. 11/07/2014
    • 11/07/2014
    • 12/07/2014
    • 13/07/2014
  6. 11/07/2014
    • 11/07/2014
  7. 12/07/2014
    • 14/07/2014
  8. 13/07/2014
    • 14/07/2014

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.