Tydzień 14: włosy, zwierciadło, pretensje

Upał chwilowo zelżał, to i więcej nas było na dworze. Zawędrowałyśmy sobie do parku na sąsiednim osiedlu (tym, gdzie urodziła się Natalka). Zawędrowałyśmy za ten park — w pola i dróżki. A potem biegiem wracałyśmy, bo to był full spontan i nie wzięłam ze sobą nic oprócz chusty i aparatu. Nie zdążyłyśmy. Trzeba było karmić w plenerze, przy drodze, pod czyimś płotem. Spoko, nie mam z tym problemu. Ani z brudnymi od ziemi kolanami. Ale jak zamotać dziecko, gdy nie ma go jak i gdzie na sekundę odłożyć?! Ha, przydał się ledwie przećwiczony na warsztatach kangurek, który można zaplątać od razu z dzieckiem na sobie.

Byłyśmy też na szczepieniu, znów autobusami i tramwajami. Przygoda na sto dwa. Natalia rozglądała się dokoła, czarując pasażerów swoimi oczkami. Sama wizyta u lekarza zepsuła mi nieco humor, ale otrząsam się i dalej swoje czynię. Do tematu wrócę.

Natalia

Przywitała pierwszy dzień czwartego miesiąca życia dwoma przewrotami z brzucha na plecy. Jak dla mnie — były one jeszcze całkiem przypadkowe. Aczkolwiek ostatnio ewidentnie coś się święci i widać, że Młoda kombinuje.

Rozkwita nam także odruch chwytny. Coraz więcej rzeczy trafia do rączek Natalii, coraz bardziej świadomie. Nawet moje krótkie (ale już wkurzające) włosy. Ja jej tu sadzę pierdzioszki w brzuchala, a Natka hyc za włosy. I nie puści!

Pozostając przy włosach… Patrząc pod słońce i z dobrego kąta, można dopatrzyć się ni mniej, ni więcej, że córka nasza po babci łódzkiej być może dorobi się czupryny w kolorze rudym. Urodziła się z czarnymi włosami, przeszła przez fazę kasztanowych i proces rozjaśniania trwa. Zobaczymy. Sąsiadka w każdym razie jest zachwycona i zazdrosna i czeka, aż udzielimy jej i mężowi lekcji „jak się robi rude dzieci”.

W przedpokoju vel korytarzu (bo tu się chyba tak to nazywa) mamy wielkie lustro (w sensie drzwi od szafy). Natalia zna je dobrze, codziennie przechodzimy tam kilkanaście razy. Czasem się zatrzymujemy i gadamy do siebie. W tym tygodniu Natka uśmiechnęła się do mojego odbicia w lustrze. A potem odwróciła się do mnie-prawdziwej. Wow.

Ja

U mnie także temat włosowy. Zgodnie z harmonogramem i punktualnie po trzech miesiącach od porodu ujrzałam w wannie swoje wypadłe włosy. Już zdążyłam pomyśleć, że to mit to wypadające po ciąży owłosienie. Pewnie narażę się niejednej mamie, która to czyta i boryka się z problemem, ale ja pomyślałam: „no, nareszcie”. Już miałam tyle tego na głowie, że dość. Zawsze miałam gęste włosy, a teraz to już przesada. Zobaczymy, na jakim etapie się proces zatrzyma.

* * *

W następnym tygodniu planujemy dużo się opalać, wytwarzać witaminę D, kąpać się i oczywiście wylegiwać. Oby jak najwięcej w plenerze.

11 komentarzy
  1. 09/08/2014
    • 10/08/2014
  2. 10/08/2014
    • 10/08/2014
  3. 10/08/2014
    • 10/08/2014
    • 11/08/2014
  4. 10/08/2014
    • 10/08/2014
  5. 10/08/2014
  6. 13/08/2014

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.