Tydzień 18: wirus, wspomnienie, zapomnienie

Tydzień 18 znowu przeleżany głównie. Przywlekliśmy skądś jakieś paskudztwo, wirusa czy insze pieroństwo, które rozłożyło całą naszą trójkę. Z Tomkiem mamy raczej wysoką odporność, rzadko chorujemy (ja gorączkę zaliczam średnio raz na 2–3 lata; Tomek miał kilka razy w życiu, ale to inna historia). Więc to musiało być coś bardzo podstępnego i zaatakowało wszystkich nas naraz. My sobie poradzimy. Ja przeleżę. Tomek gorzej, bo się musiał codziennie stawiać na szkoleniach — w roli prowadzącego, więc raczej był nieodzownym elementem.
Najbardziej bałam się o Natalię, która odporności ma tyle, co jej w mleku zdążyłam przelać. Ale poradziła sobie z infekcją najlepiej z nas. My faszerowaliśmy się różnymi witaminami (w jedzeniu) i wzmacnialiśmy, a świeżutkie przeciwciała wędrowały do brzuszka Natalii średnio co godzinę. Huh.

Natalia

Leżenie w łóżku okazało się owocne, gdyż:

  1. Przewroty z brzucha na plecy są wyćwiczone do perfekcji. Zwłaszcza przez prawy bok. Powiedziałabym, że to hiperperfekcja, bo już prawie zapomniałam, jak to jest mieć dziecko leżące na brzuchu. Co ją odłożę lub przeturlam, to fik i bach.
  2. Po raz pierwszy i na razie ostatni Natka zajęła się zabawką podczas leżenia na brzuchu (rzadkie momenty, gdy unicestwiłam przefikanie). Wyciągnęła sama rękę, wzięła gryzak do buzi i chwilę pociamkała.
  3. Po raz pierwszy i na razie ostatni Natka świadomie i bez mojej pomocy przekręciła się z pleców na brzuch — w pogoni za leżącą obok grzechotką. Ale zaraz i tak był fik i bach.

Ja

Wlazłam i oczom nie uwierzyłam. Minus półtora kilograma w stosunku do tego, co przed rokiem. To ciekawe gdzie, skoro biust większy, brzuch większy. Zanim zaczniecie się zachwycać, to nadmieniam, że to i tak sporo (S.P.O.R.O.) za dużo.
Skoro już w temacie „co przed rokiem”, to właśnie zaczynam wspominać ciążę. Mimo że kompletnie nie pamiętam, co to za uczucie mieć Natalkę w brzuchu. 
Rok temu zrobiłam test. Wróciliśmy właśnie z Tomkiem z obozu można by rzecz przetrwania. Było kilkugodzinne przejście przez bagno po szyję, był skok wiary na linie z mostu, był spływ kajakowy i nocne chodzenie po lesie w zupełnej ciemności (wiecie, że myślicie, że idziecie prosto, a tak naprawdę skręcacie cały czas w prawo?). Było łamanie strzały szyją i takież samo wyginanie 1,5-metrowego pręta. Były pstrągi z bebechami i „radźcie sobie” i wspinanie po drabince linowej na wielką sosnę. Wieczorne szkolenia, poranne mordercze treningi KravMaga z pompkami w rzece i autopogrzeby. BYŁA MOC. 
Klikając rysunek, zobaczysz, co to za szkolenie. Polecam film w linku i ten poniżej.

Ale było też wielogodzinne leżenie w lesie, myśli i łzy (ile lat sobie obiecywałam taką chwilę dla siebie!). I wtedy też głaskałam się po brzuchu i mówiłam: „jeśli tam jesteś i to przetrwasz, to damy radę do końca”. Bo nie wiedziałam, że tam się rozfasolowuje Natalia. Podejrzewałam tylko.
I po powrocie Tomek kupił mi test (bo ja się zalewałam łzami o nie pamiętam co). I on pokazał dwie kreski. I to był koniec szóstego tygodnia. Ale musiały minąć kolejne, żebym uwierzyła, że się uda. A potem to już można wszystko przeczytać na logomatce.

23 komentarze
  1. 06/09/2014
    • 06/09/2014
  2. 06/09/2014
    • 06/09/2014
  3. 06/09/2014
  4. 06/09/2014
    • 06/09/2014
    • 07/09/2014
  5. 06/09/2014
    • 06/09/2014
  6. 08/09/2014
    • 08/09/2014
  7. 08/09/2014
    • 09/09/2014
    • 11/09/2014
    • 11/09/2014
    • 11/09/2014
    • 11/09/2014
    • 12/09/2014
  8. 08/09/2014
  9. 09/09/2014

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.