Tydzień 21: plecak, mokro, kryzys

Do licha, czy zacznę w końcu pisać posty inne niż tygodniowe podsumowania (dedlajn rządzi)? Tyle w głowie, zaraz pouciekają. Grr.

Tymczasem pobyt w Łodzi zaowocował w nowości i prawie wyremontowane mieszkanie (studenci, poczekajcie, pliss).

Natalia

Podczas wizyty u Kejt skorzystałyśmy z gościny na macie. Mina Natalii była bezcenna. Wszak to jej pierwszy pobyt na macie. Już po chwili i po pierwszym szoku jednak wiedziała, o co chodzi i za jakie sznurki ciągać. Nie, nie czuję się źle z tym, że w domu takiej nie mamy. Uwielbiam z nią leżeć i dawać ciągać się za włosy (coraz bardziej ałłłł) i patrzeć, jak odkrywa mój nos, oczy, poliki, moje ręce i ubranie. Ale ciekawie było ją zobaczyć w takiej scenerii.

Czasami, ale to czasami, wydaje mi się, że Natalia zaczyna marudzić z powodu mokrej czy brudnej pieluchy. Dziwiło mnie, że do tej pory tego nie robiła i nie żądała przewinięcia. W końcu to miał być jeden z plusów tetry, że dziecko czuje, że mu mokro. Cóż, widocznie Natka czuje i lubi. Ostatnio jednak miałam wrażenie, że mokrość pieluchy jest uciążliwa. Ale sama nie wiem, bo innym razem znowu nic sobie z tego nie robi.

Widzę pierwsze nieśmiałe oznaki gotowości do nauki. Natalia zaczyna obserwować mnie i próbuje (po swojemu oczywiście) zrobić podobnie. Brzmi to dumniej, niż w rzeczywistości wygląda, bo to subtelne drobiazgi. Ot, na przykład rozciągnięcie sowy od zawieszki, tak żeby potem zawibrowała (te takie zabawki, co jak się pociągnie, to wracają, wibrując). Naprawdę widzę determinację w jej oczach i pragnienie powodzenia. Uśmiechu mistrza jeszcze nie ma.

Ja

Szykuję się na powrót na studia. To już teraz. Zaraz. Jedziemy oczywiście w trójkę, przy czym wózek znów spoczywa w Łodzi, więc przed Tomkiem nie lada wyzwanie. 10 godzin w chuście (z przerwami na karmienie, przewijanie itd. — w końcu po to jedziemy razem). Trzymajcie kciuki za pogodę.

Zdaje się, że dopadł mnie, zaliczyłam i wykaraskałam się z kryzysu laktacyjnego czy czegokolwiek i jakkolwiek nazwanego, co sprawiło, że uznałam, że mleka płynie mniej niż dotychczas. Nie mam pojęcia, czym było to spowodowane. Zachowałam jednak spokój i karmiłam co chwilę. Natalia to bardzo cierpliwe dziecko i na szczęście nie wściekała się, gdy ssała dłuższą chwilę na sucho. Skąd wiem, że na sucho? Już ja wiem. To nie był ten takt i nie było żadnych oznak audiowizualnych połykania. Po minucie jednak mleko się odnajdywało i można było się trochę napić. I za góra godzinę znowu. Nawet w nocy piersi nie wypełniały się jak zawsze i szło z bezpośredniej produkcji. Naprawdę z ulgą przyjęłam widok kapiącego mleka z niekarmiącej w tej chwili piersi. Wszystko wraca do normy. Akcja trwała tydzień.

Nowości

Znów wracając do wizyty u Kejt, donoszę, o czym niektórzy już się przekonali, że wspólnymi siłami zamotałyśmy pierwszy plecak. To jednak inny wymiar chustowania. To wolność nie tylko dla rąk. To wolność całego przodu. A przód się przydaje przy gotowaniu i sprzątaniu. To ciężar (słodki, ale ciężar) umiejscowiony tam, gdzie dźwiga się ciężary normalnie.
Cieszę się, że Kasia mi pomogła, bo samemu to ogarnąć jest nie lada wyzwaniem. Trzeba zrobić z dziecka i chusty tobołek i przeturlać sobie na plecy. Udało mi się to powtórzyć samej 3 razy. 1. zupełnie krzywo i od razu do rozwiązania. 2. i 3. nawet znośnie, choć do poprawy podociąganie. Ale wiem jedno. Warto.

18 komentarzy
  1. 27/09/2014
    • 28/09/2014
  2. 27/09/2014
    • 28/09/2014
  3. 27/09/2014
    • 28/09/2014
  4. 27/09/2014
    • 28/09/2014
  5. 28/09/2014
    • 28/09/2014
    • 29/09/2014
    • 29/09/2014
  6. 28/09/2014
    • 28/09/2014
    • 29/09/2014
    • 29/09/2014
  7. 28/09/2014
    • 28/09/2014

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.