Wózkownia

Jakiś czas temu dowiedziałam się o wózkowni. Tak się pięknie złożyło, że gdy zebrałam swoje mentalne siły na wyjścia w nieznane z Natalką, to Tomek miał wolny czwartek, a w kinie puszczali Magię w blasku księżyca Woody’ego Allena.

Co to jest wózkownia? To cotygodniowy seans w kinie Nowe Horyzonty we Wrocławiu. Seans dla rodziców z dziećmi. Wygląda to tak:

  • Bilet kosztuje 12 zł. Wow, mniej niż połowę „tak normalnie”. Dzieci oczywiście nie płacą.
  • Jeśli ktoś z wózkiem, to zostawia go sobie na sali, pod ekranem, z zachowaniem przejść ewakuacyjnych.
  • Dalej pod ekranem jest miejsce zabaw dla starszych dzieci. Są stoliki, kredki i kartki. Namiot i tunel.
  • Pod ścianą stoi zadbany przewijak.
  • Światła nie gasną do końca.
  • Dźwięk jest lekko przyciszony.
  • Nikt nie ma pretensji o płacz ani głośne śmiechy. Można chodzić po sali, wracać na krzesełka. Wszyscy starają się przeszkadzać innym jak najmniej.
  • Repertuar zdecydowanie dorosły, a nawet z tych ambitnych (w końcu kino Gutka).
  • Po seansie kawa i herbata i wspólne rozmowy.
  • Co jakiś czas różne warsztaty dla rodziców.
Choć plan miałam ułożony, to zaczekałam do czwartkowego poranka, by oznajmić Tomkowi, że razem z Natalką zabieramy go na randkę. Miała być do końca tajemnica gdzie, ale jak zwykle się nie wygrzebaliśmy na czas i musiałam ujawnić, dokąd zmierzamy, żeby Tomek-kierowca dotarł tam możliwie najszybciej. Spóźniliśmy się 20 minut (przeklęty parking). Seans się nie zaczął — widać, biorą poprawkę na takie gamonie jak my.
Usiedliśmy wysoko, zostawiając rozbrykaną młodzież pod sceną. Wyjęliśmy Natalkę z chusty, bo nie lubi, gdy z nią siedzę. Spędziła więc ten czas u taty w ramionach (pół filmu przespała), od czasu do czasu przerywając tulenie na małe co nieco od mamy. Nikt nikomu się nie dziwił. Karmienie było naturalne i intymne w tym świetle.
Czy ja tam wrócę?
To było retoryczne.
Świetna odskocznia, świetna inicjatywa. Jesteśmy zachwyceni.

Dygresja dla wtajemniczonych
Mnie naszły wspomnienia. W kinie tym, które jeszcze wtedy było Heliosem, spędziłam pamiętny (lub niepamiętny) wieczór z Karolajną jakieś 9 lat temu. I tak się wtedy sprawy potoczyły, że byłam pewna, że moja noga więcej tam nie postanie. Co prawda właściciel się zmienił, ale moja córka na pohybel miejscu spokojnie sobie zrobiła podczas seansu kupę i nikt o to pretensji nie miał.

 A Magia w blasku księżyca jest świetna, lekka i pogodna. Do zobaczenia — bo na filmowe recenzje się nie porywam. Ja tam Allena lubię. A tu jeszcze był Colin Firth, który już coraz mniej (a tu prawie w ogóle) nie jest Markiem Darcy w sweterku z reniferem.

11 komentarzy
  1. 02/09/2014
  2. 02/09/2014
  3. 03/09/2014
  4. 04/09/2014
    • 04/09/2014
  5. 04/09/2014
    • 04/09/2014
    • 05/09/2014
  6. 04/09/2014
    • 04/09/2014

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.