Nasze małe beelwu

Za nami 3 tygodnie pierwszych potyczek z rozszerzaniem diety. 3 tygodnie BLW. Jak nam idzie?
Nie rzuciliśmy się na głęboką wodę, nie podajemy schaboszczaka ani sardynek wędzonych, bo akurat my jemy. Szanuję jelita mojej córki i pozwalam się oswoić z nowym, dziwnym jedzeniem, którego do tej pory tam nie było. Zaczęliśmy więc delikatnie, od warzyw gotowanych na parze. Do tego owoce i 2 razy żółtko. O ilościach nie sposób mi się wypowiedzieć, ale mam zbite (sic!) dowody, że Natalia je, przełyka, trawi i wydala. Do tej pory zjadła:

  • brokuł
  • kalafior
  • dynia (od Łucji, dziękujemy!)
  • marchewka
  • ziemniak
  • burak
  • jabłko
  • gruszka
  • banan
  • żółtko
  • kasza jaglana
  • jagody
  • wiśnie
  • morele suszone (niesiarkowane)
  • kurczak (ze wsi… ale tu mam wątpliwości, czy zjadła cokolwiek)
Poza tym je przede wszystkim moje mleko. Nie daję kaszek, nie robię ekspozycji na gluten.
3 tygodnie w moich oczach przyniosły spore postępy. Zaczęło się od ciapania ręką po talerzu, a teraz jest żywe zainteresowanie jedzeniem (z niemowlęcą świadomością, że oto jedzenie). Od wypluwania co większych kawałków, dziwienia się, co to ma w ogóle znaczyć… co to za zabawki, które się odłamują i wlatują dalej do buzi? — do odgryzania (dziąsłami), miażdżenia i prób żucia. Od odruchu wymiotnego to coraz spokojniejszego połykania. Raz zaistniała konieczność szybkiej reakcji i przewrócenia Natalii na brzuszek, żeby odkrztusiła. Ale wszystko ze spokojem i pełną świadomością, co się dzieje i co należy zrobić.
Wydaje mi się, że najtrudniej jest Natalii zaakceptować, przyswoić fakt, że musi robić przerwy na oddychanie. Podczas ssania nie jest to konieczne, bo pracuje w triadzie ssanie–połykanie–oddychanie. Teraz musi się nauczyć, że po połknięciu robimy przerwę na wdechy. Ja to słyszę.
Natalia zdaje się uwielbiać w ten sposób jeść.
My z Tomkiem coraz bliżej jesteśmy do przestawienia się na lżejsze jedzenie, tak by ostatecznie gotować jeden obiad dla nas wszystkich. Wyjdzie nam to na zdrowie… OJ! Wyjdzie!

Gotowość Natalii opisywana przez autorki książki czy inne dziewczyny stosujące tę metodę nie została w 100% spełniona. Owszem, wyciąga rączki po jedzenie, owszem, łapie zabawki i wsadza do buzi (to jest trafia). Ale nie siedzi. Ani jej nie sadzam, ani sama nie usiadła. Skonsultowałam się z fizjoterapeutką, opracowałyśmy odpowiednią pozycję u mnie na kolanach, kupiłam podest w IKEA, żeby mieć na czym oprzeć nogę. A potem wszystko trafił szlag. Odpuściłam więc i Natalia je po prostu na moich kolanach, zabezpieczona moimi ramionami i brzuchem. Do siedzenia jej z tym jeszcze daleko, ale zachowuje — w moich oczach kluczową podczas jedzenia pokarmów stałych — pozycję pionową. Je zatem na moich kolanach, przy stole lub na podłodze, z talerza. Krzesełka do karmienia jeszcze nie mamy i nie wiem, który kupić, bo żaden mi się nie podoba.

Zdarzył nam się epizod papkowy, który traktuję zupełnie normalnie, jako część naszego BLW w rozumieniu „ona je to co my”. Tomek akurat wymyślił śniadanie ze zmiksowanych buraków, marchewek, jabłek i innych dodatków. Odłożyliśmy osobno buraka z jabłkiem i podaliśmy Natalce. Nie żeby zjadła rączkami, bo byłoby to wybitnie trudne. Nie łyżeczką niemowlęcą, bo takowej nie mam. Nie naszą łyżeczką, bo jest za głęboka. Szpatułką — bo tak to u logopedów bywa, że mają ich dużo. Ponadto spełnia 2 ważne zalecenia co do sztućców niemowlęcych: jest twarda i płaska. Polecam zamiast silikonowych wyginających się łyżeczek. Zachowaliśmy jednak charakter BLW, to jest pozwoliliśmy, żeby Natalia zjadła z niej sobie sama. Ile się udało, tyle się udało.

I na koniec woda. Ponieważ nadal Natalkowym głównym jedzeniem jest mleko z piersi, nie ma potrzeby jej na razie dopajać. Inna sprawa, że ona się tego domaga. No a wiadomo. Jak się domaga, znaczy się — wybrała. Na początku dostawała pić z butelki, takiej zwykłej od wody mineralnej (bo nie byliśmy jeszcze przygotowani sprzętowo). Potem dałam jej w mojej szklance. A potem kupiłam kubeczki do karmienia Medeli — i to już jest dzikie szaleństwo. Zabiera kubeczek mi z rąk i pije sama. I rozlewa sama. I jest przeszczęśliwa. Ja też jestem przeszczęśliwa, że moje dziecko polubiło wodę — bez dosładzania, bez soczków, bez herbatek.

I proszę. 3 tygodnie, lekkie początki, a można się rozpisać.
A Wy jakie macie spostrzeżenia co do Waszych zwyczajów karmieniowych?

Zdjęcie kubeczka pochodzi ze strony producenta: http://www.medela.com/PL/pl/breastfeeding/products/breastmilk-feeding/special-feeding-devices.html

47 komentarzy
  1. 26/11/2014
  2. 26/11/2014
    • 26/11/2014
    • 26/11/2014
    • 27/11/2014
  3. 26/11/2014
    • 26/11/2014
    • 26/11/2014
    • 26/11/2014
  4. 26/11/2014
    • 26/11/2014
    • 26/11/2014
    • 26/11/2014
    • 26/11/2014
    • 27/11/2014
  5. 26/11/2014
    • 26/11/2014
    • 26/11/2014
  6. 26/11/2014
    • 26/11/2014
    • 27/11/2014
    • 27/11/2014
  7. 26/11/2014
    • 26/11/2014
    • 26/11/2014
    • 26/11/2014
    • 26/11/2014
    • 02/12/2014
  8. 26/11/2014
    • 26/11/2014
  9. 26/11/2014
    • 26/11/2014
  10. 27/11/2014
    • 27/11/2014
  11. 27/11/2014
    • 27/11/2014
  12. 27/11/2014
    • 27/11/2014
  13. 27/11/2014
    • 27/11/2014
  14. 28/11/2014
    • 29/11/2014
    • 29/11/2014
  15. 29/11/2014
  16. 04/12/2014

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.