Tydzień 27: powroty, raczki, podłoga

Kolejny intensywny tydzień. 3 dni zajęło nam odwiedzenie wszystkich cmentarzy w Łodzi. Do tej pory robiliśmy to jednego dnia, zajmowało to jakieś 8 godzin, wracaliśmy padnięci. Dziś z mamą nie mamy pojęcia, jak dawaliśmy radę. A z Natalią to opcji takiej nie było. Na spokojnie: cmentarz, kwiaty, znicze, do auta i mleko.
A rok temu ten mały człowiek był wielkości cytryny, pamiętam to!

W poniedziałek wróciłyśmy do Wrocławia. Była chwila zawahania tuż przed wyjściem, bo zadzwoniła pani organizująca warsztaty Świadoma Mama, z propozycją, bym została ich ekspertem chustowania. Nazajutrz. W Łodzi. Na szczęście nie było opcji, żebym została, bo jeszcze bym się szaleńczo na to porwała, a do ekspertostwa to długa jeszcze droga. A i warsztaty podobno za ciekawe nie były. Od wtorku rano, kiedy pojechała moja mama, zaczęłyśmy z Natalią odliczać czas do powrotu Tomka, śledzić jego loty na flightradar i gotować. Pomidorowa na kaczce smakuje dość osobliwie, ale im dłużej ją jadłam, tym bardziej mi się to podobało.

W środę o północy wrócił Tomek. Opalony. On lżejszy, walizka cięższa. Bilans na zero. Natalia — co jej się nigdy nie zdarzyło — obudziła się i uhahała i tyle było jej spania, a naszego witania. Do taty na rączki i koniec. Potem były szczątkowe pierwsze opowieści, prezenty, pamiątki i zeszło pół nocy. Czwartek cały odsypialiśmy wszyscy, do czego przekonała nas też obrzydliwa pogoda. Taki solidarny rodzinny jet lag.

Natalia

Turla się już bez problemu. Powoli zaczyna kumać, że dzięki temu ma szansę znaleźć się bliżej pożądanej rzeczy. Coraz częściej pożądane przez nią rzeczy są niepożądane przeze mnie. Czas przeorganizować mieszkanie. W okolicach podłogi czai się za dużo kuszących przedmiotów w stylu kwiatki, muszelki, pojemniki do zmiany wody w akwarium.

Podłoga zdecydowania działa rozwijająco na półroczne moje niemowlę. Dostała puzzle (jednak zwykłe kolorowe, te z Decathlonu są ohydne, czarne i drogie) i po nich zasuwa. Albo je zasysa. Albo z nich schodzi i zasysa panele. Dzień dobry, odkurzaczu, wybacz mi.

Natalia raczkuje*. Odpycha się rączkami i choć bardzo chce dojść do zabawki z przodu, to jakoś wychodzi na to, że się od niej oddala i musi szukać w pobliżu, w którym właśnie wylądowała, innej.

Natalia szykuje się do czworakowania*. Unosi pupę do góry, opiera się na dłoniach i kolanach i nie wie jeszcze po co. Ale kiwanie w tył i w przód wychodzi jej całkiem profesjonalnie. Nie mogłyśmy się z mamą nadziwić, bo postępy było widać dosłownie z minuty na minutę. My tylko spoglądałyśmy na siebie, robiąc porozumiewawcze zdumione spojrzenie, a Natalia coraz wyżej się unosiła i dłużej kiwała. I pomyśleć, że żeby to ruszyło, wystarczyło na 5 minut zdjąć pieluchę i położyć na podłodze.

Ja

Zaczynam snuć kolejne plany biznesowo-rozwojowe. Zwłaszcza po tym, co usłyszałam od Tomka (szczątkowo) i czego będzie mnie wkrótce uczył.

_____________
* Rozróżniam raczkowanie i czworakowanie. Więcej niebawem.

23 komentarze
  1. 09/11/2014
    • 10/11/2014
  2. 09/11/2014
    • 10/11/2014
  3. 09/11/2014
    • 10/11/2014
  4. 09/11/2014
  5. 09/11/2014
    • 10/11/2014
  6. 09/11/2014
  7. 09/11/2014
    • 10/11/2014
    • 10/11/2014
    • 10/11/2014
    • 10/11/2014
    • 10/11/2014
  8. 09/11/2014
  9. 10/11/2014
    • 10/11/2014
  10. 12/11/2014

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.