Tydzień 29 i 30: zęby, gaworzenie, basen

Kiedy w poniedziałek ocknęłam się, że przecież podsumowania tygodnia nie spisałam (a spisywać będę!), było już za późno i postanowiłam znów — oby ostatni raz — dwa tygodnie połączyć.
Z wydarzeń działo się tyle, że remont w Łodzi został ukończony (fąfary!!!), Tomek pojechał jeszcze na 2 dni poremontowo posprzątać i można wynajmować. Łojtam, ledwie 1,5 roku się remontowało. A szkoda tam nie mieszkać — w porównaniu z wyglądem tego mieszkania, gdy ja w nim żyłam przez lat bez mała 6.

Natalia

Zaczęła nareszcie gaworzyć. We wrześniu powiedziała bubububube i na tym się skończyło. A teraz cały weekend było babababa babababa babababa (szeroki repertuar). I… uwaga… również się skończyło z nastaniem poniedziałku. Dziecko logopedy, nie ma co.

Mam świadomość, że to niesprawiedliwe, że większość dzieci przechodzi to donośniej. Ale co ja poradzę. We wtorek zobaczyłam dwa białe ząbki na dolnych dziąsłach. Nikt się nie spodziewał, bo oznak nie było. Ani gorączki, ani histerii, ani zielonych kup. Pochwaliłam się i… w środę się cofnęły. Dziąsła napuchły i zęby się schowały. I tyle.

Na ząbkowanie sposób naturalny

Natalia coraz śmielej zapoznaje się z psami u rodziców Tomka. Śmieje się do nich, głaszcze, łapie za futro i cudownie mruży oczy, gdy się do niej zbliżają. Ma do wyboru:

  • Babcię Fiszę (golden, najspokojniejszy pies, jakiego widziałam, zabiera Natce zabawki),
  • Ciocię Amber (owczarek niemiecki, ledwie co nieszczeniak, nieco speszona istnieniem Natalki i jej zainteresowaniem, ale głaskać się da),
  • Wujka Cybucha (składak, to mój pies, o którym pisałam, a którego nie dało się do końca zsocjalizować i który zamieszkał u rodziców Tomka, gdzie ma teraz swoje stado i bardzo asertywną przywódczynię — Magdę, siostrę Tomka (dozgonna wdzięczność) — i zaczyna wychodzić na ludzi, zamiast schodzić na psy; do Cybucha Natalia śmieje się najgłośniej).
Natka rozbraja puzzlomatę, a Babcia Fisza czuwa. I czyha na zabawkę
Przytulańce
Babcia Fisza w natarciu, trzeba chronić oczy

Ja

Tomek wygnał mnie na basen. Za bardzo wygnywać (hyhy) nie musiał, bo od dawna o tym marzyłam. I tęskniłam. Jest moc. Power w nogach, siła w rękach, kręcenie się w głowie po wyjściu i piekło w mięśniach brzucha (po przepłynięciu jednego! basenu grzbietem w płetwach z nogami do delfina). Czyli mięśnie brzucha jednak jeszcze są, teraz trzeba je wydobyć.
19 komentarzy
  1. 29/11/2014
    • 01/12/2014
  2. 29/11/2014
  3. 29/11/2014
  4. 29/11/2014
  5. 30/11/2014
    • 01/12/2014
  6. 30/11/2014
  7. 01/12/2014
    • 01/12/2014
  8. 02/12/2014
  9. 02/12/2014
  10. 04/12/2014
  11. 07/12/2014
  12. 09/12/2014
  13. 09/12/2014

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.