Tydzień 33: ślina, bunt, konsultacja

Tydzień 33. Ciekawa liczba, wrócę do niej niebawem — pamiętajcie.

Natalia

Ruszyła pewnie do przodu i wygląda, jakby ją to ogromnie cieszyło. Widać ulgę, że czuje się coraz bardziej niezależna i że może się dostać w niemal każde miejsce sama. I kwiatek złapać za listki. I doniczką pokiwać. I poodczepiać puzzle z maty. I wyczaić gruchę od kataru. Wspiąć się po kaloryferze po jabłko, kombinować i odmierzać odległości tak, żeby wykonać jak najmniej ruchów, wydłużać rękę w kierunku zabawki. Same radości odkrywania niezależności.

Pupę jak podnosiła, tak podnosi i buja się dalej. Widzę intensywne rozgryzanie tego fenomenu, jakim będzie czworakowanie. Kabelki zaczynają stykać, tylko jeszcze kończyny nie wiedzą, co z tym zrobić. Uwielbiam na to patrzeć.

Leeeeci. Lecą gluty (wirus), leci mnóstwo śliny. Tego jeszcze nie było. Latam za nią z chusteczką, wacikiem albo własnym rękawem i wycieram, jak się da. Podłoga mokra, Natalka mokra, ja mokra.

Buntuje się. Znowu jest dużo buntu samochodowo-fotelikowego. Doszedł bunt ogólny, czego do tej pory nie zaznaliśmy. I jeszcze mały bunt jedzeniowy z przyczyn nieodgadnionych lub wszystkich naraz (wkurzające idące zęby, nie chce na kolanach, zabierz ten fartuch, ja chcę sama).

Ja

Odbyłam pierwszą płatną konsultację chustową. Nie zgubiłam się przy tym na nieznanych terenach Wrocławia, a Natalka przeżyła 3 godziny w domu beze mnie (z Tomkiem, żeby nie było). Wrażenia niesamowite. Oby wystarczyło czasu na opisanie.

4 komentarze
  1. 19/12/2014
  2. 19/12/2014
  3. 19/12/2014
  4. 20/12/2014

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.