Tydzień 35 i 36: klęczki, gryzienie, wędrówki, czworaki, papa

I tak to jest, że jak przychodzi niedziela, to już 4 dni po ptokach i lepiej zaczekać do kolejnego czwartku. No nie nadążam. Zwłaszcza że czas taki napięty i dużo się działo.

Natalia

Poszła jak burza (burza na miarę Natalki oczywiście).

Od dawna Natalię fascynuje kaloryfer przy łóżku (ciekawe, kiedy nauczy się mówić to słowo). Zawsze rano sprawdza jego temperaturę. Gdy jest zimny, mówię brrr, a gdy gorący — psssst. Natalia zawsze ciekawie czeka, co jej powiem. A potem kilkanaście razy upewnia się, czy aby nie oszukuję. Teraz weszła (dosłownie) na wyższy poziom. Złapała się góry kaloryfera i podciągnęła do klęczków. Biedne dziecko pozbawione szczebelków łóżeczka, na których inne dzieci mogą po przebudzeniu się podciągać — znalazła innego pomocnika.
Ośmielona, podciągnęła się do klęczków także na mnie (gdy siedziałam z nią na podłodze). Jeszcze dużo balansowania przed nią, ale radę daje.

Pogryzła mi piersi. To nie jest fajne ani śmieszne. Podczas ssania język od dołu otula sutek i przy okazji osłania dolne ząbki. Kilka razy go odsunęła, patrząc mi w oczy i sprawdzając reakcję. Raz zrobiła to z zaskoczenia, aż podskoczyłam z lekkim krzykiem. Bardzo ją to wystraszyło i się rozpłakała. Od tej pory jednak nie gryzie. Boję się wyjścia zębów górnych, które osłonki z języka nie mają.

Zmobilizowała się. To znaczy zrobiła się prawdziwie mobilna. Rozpoczęła wędrówki po mieszkaniu, doskonaląc z minuty na minutę ruchy pełzania. Pierwsze pełzaki robiła lekko jednostronnie, co mnie martwiło, ale teraz zasuwa naprzemiennie. Widzę, jaką ulgę jej to sprawiło, że nie musi liczyć na to, że weźmiemy ją na ręce i ponosimy po mieszkaniu. Śmiało wychodzi z pokoju i ogromnie się cieszy, kiedy zobaczy, że czekamy na nią za rogiem. Po drodze do kuchni jest jeszcze wielkie lustro, w którym trzeba pobawić się z dzidzią i dać jej buziaka.
My zasuwamy z odkurzaczem, mopem… a ona i tak na ubraniu wytarga kłęby kurzu. Ewentualnie podje mini-ociupinkowe paproszeczki.

Od niedzieli stawia pierwsze kroki na czworakach. Uff, dziecko czworakujące to trochę mniej zmartwień rozwojowych. Najlepiej oczywiście idzie jej na macie puzzlowej, a na panelach i płytkach standardowo się rozjeżdża. Chociaż walczy i coraz lepiej jej to idzie. W środę na przykład przyczworakowała sobie do kuchni na śniadanie. Powoli, żeby się nie rozjechać, ale dała radę. Ogromnie się cieszę.
Gdy jednak chce gdzieś dojść szybko, wraca do pełzania.

Zaczęła machać papa. Nie za każdym razem, ale jak już machnie, to wiem, że to nie przypadek (i wiem, kiedy to jednak przypadek). Ucieszyło mnie to z cieniem łezki w oku (jak niegdyś pierwszy głośny śmiech), bo rozwój motoryczny rozwojem motorycznym, a jednak intelektualny też ważna rzecz.

Ja

Razem z Tomkiem podjęliśmy wyzwanie, żeby w końcu się za siebie wziąć. Nie jemy słodyczy, nie pijemy kawy. Tzn. ja i tak piłam od wielkiego dzwonu, ale Tomek kilka razy dziennie. Na razie trwa detoks, ale czujemy się z tym dobrze. I nie musimy uciekać wzrokiem przed patrzącą na nasze przekąski Natatalią.

20 komentarzy
  1. 09/01/2015
    • 09/01/2015
    • 10/01/2015
    • 10/01/2015
    • 11/01/2015
  2. 09/01/2015
    • 09/01/2015
  3. 09/01/2015
    • 09/01/2015
  4. 10/01/2015
  5. 10/01/2015
  6. 10/01/2015
  7. 10/01/2015
  8. 10/01/2015
  9. 12/01/2015
    • 14/01/2015
  10. 21/01/2015

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.