Tydzień 37: oddzielenie, pluski, duch

Nie dam się, napiszę.

Natalia

W ostatni weekend miałam zjazd. Pogoda paskudna. Tomkowi z Natalią rysowało się widmo cudownej soboty (8:30–18:30) w murach uczelni. Warunki zewnętrzne nie zachęcały do spacerów. I fakt, że LennyLamb ma kurtki do noszenia dla dwojga w rozmiarze XXL, ale chyba według wzorców azjatyckich, też zmniejszało szanse na milutkie spacerowanie.
Dlatego zaryzykowaliśmy. Tomek z Natalką byli ze mną do godziny 11, potem pojechali do rodziców Tomka. Po 4 godzinach zorientowałam się, że tęsknię. To było nowe doświadczenie. Bardzo odświeżające, bardzo potrzebne i chcę tak częściej. Wrócili po 16, Natalia wypiła co swoje i już zaczekali do końca zajęć. Niedzielę spędzili w podobny sposób. Było mi dobrze, bo wiedziałam, że moje dziecko jest bezpieczne i nie musi koczować na uczelnianych korytarzach i stołach.

W środę nareszcie dotarliśmy na basen całą trójką. Zapisaliśmy się na pierwsze pluski — dla niemowląt. Było około dziesięciorga dzieci, prawie każde z obojgiem rodziców. Ale spoko. Na pierwszych zajęciach oswajaliśmy się z wodą, uczyliśmy, jak trzymać dziecko. Większość dzieci była bardzo spokojna. Niektóre (te najmłodsze) czasem płakały. A Natalia rozwalała system. Chlapała rękami jak szalona, zacieszając się do rozpuku. Nieważne, że woda lała się do oczu, do nosa, że wszyscy ochlapani. Do tego co chwilę usiłowała wypić zawartość niecki basenowej, kilka razy się zachłystując. Co również jej nie zniechęciło. Kiedy wszystkie dzieci nieruchomo poddawały się temu, jak trzymają ich rodzice — nasza córka zawzięcie machała nóżkami. Od tej pory kąpiele w wanience nie są takie same. No jest MOC, jest. Chyba się przesiądziemy na dużą wannę.
I wszystko fajnie, ale mam zastrzeżenie do instruktorki. Zmroziło mnie, gdy usłyszałam, że „teraz uczymy dziecka komendy”. Brrr. Komend to ja uczyłam mojego psa (ze skutkiem różnym). Dziecka nie mam zamiaru. Co to za słownictwo?!

W czwartek z kolei przyjechali moi rodzice. Początkowo chcieliśmy powymyślać atrakcje, ale usłyszałam, że nigdzie nie idziemy, chcemy posiedzieć z Natalką. No to siedzieliśmy. Wyszli nawet na wózkowy spacer (po 6 tygodniach przerwy). Zobaczyli nareszcie pełnię naszego BLW. Tata cały czas nagrywał, mama się zachwycała radością jedzenia. Następna wizyta w lutym, gdy bilet polskimbusem za 2 osoby w 2 strony kosztować będzie całe 40 zł. Nic, tylko jeździć.

Ja

O tęsknocie pisałam. To teraz o powrocie ducha. Wstąpił we mnie dawno zapomniany duch. Duch naukowości. No duszek, powiedzmy.
Rozmawiałam z moją promotorką na temat pracy dyplomowej (przypominam, że będę pisała o naszym BLW). To dla niej nowość, nie słyszała.
— Ale gdzie jest problem u dziecka?
— U dziecka nie ma problemu. Problemem jest metoda.
Chwilę posłuchała, o co chodzi, że robiłam zdjęcia, że są filmy i… ona już chce. Chce zobaczyć filmy, chce je pokazywać studentom. Teraz mam najważniejsze zadanie: nie spieprzyć tego. Duchu, nie opuszczaj mnie.

13 komentarzy
  1. 18/01/2015
    • 18/01/2015
  2. 18/01/2015
  3. 18/01/2015
  4. 18/01/2015
    • 18/01/2015
  5. 19/01/2015
  6. 19/01/2015
    • 19/01/2015
  7. 19/01/2015
  8. 21/01/2015
  9. 23/01/2015

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.