Rosół ma się w genach

Zawsze miałam problem z rosołem. Nigdy nie wyszedł mi dobry. Nigdy. Już pierwszy samodzielny rosół na studiach był niewypałem, gdy dodałam razem z włoszczyzną kapustę i zaprosiłam na konsumpcję Karolajnę, a ta na wejściu zakrzyknęła radośnie „O! Śmieciówka!”. Nie o ten efekt mi chodziło.
Rosół mojej mamy jest równie niedobry. Mama się nie pogniewa, bo zdaje sobie z tego sprawę i często na ten temat rozmawiałyśmy. Teraz wzięła się na sposób i od razu przygotowuje pomidorówkę. Po prostu nie wiemy, co robimy nie tak. I to nie chodzi o to, że u sąsiada trawa zawsze jest bardziej zielona.
Jadłam rosół z niejednego talerza, w niejednym domu. Rosół babci, rosół mam koleżanek, rosół mam kolegów, rosoły na weselach. Wszystkie są pyszne, a mój nie. Zawsze pytałam gospodyni, co tam takiego specjalnego jest, że wychodzi taki dobry. Wszystkie porady przetestowałam. Dużo mięsa. Więcej wołowiny. Prawdziwa kura, zamiast kurczaka. Młoda włoszczyzna. Dużo natki pietruszki. Więcej selera. Cebula opalona na gazie. Cebula nigdzie nieopalana. Ząbek czosnku. Nagotowałam się w życiu dziesiątki różnych wersji rosołów, jeździłam za kurami, szlajałam się po targach po najładniejsze włoszczyzny.
Gotowałam nawet obiad dla ponad dwustu pielgrzymów. To znaczy oczywiście pomagałam gotować zawodowej kucharce, od której też różne triki podebrałam. A mój ciągle niedobry.

Jedna z kilkunastu partii makaronu dla pielgrzymów

Tymczasem rozłożyła nam się Natalia. Kaszlisko brzydkie ją dopadło + troszeczkę kataru. Na początek postanowiliśmy wypróbować domowe sposoby, tj. dawki uderzeniowe owoców, syrop z cebuli, koktajle z malin, czosnkowe stópki na noc, kanapki z czosnkiem… i… rosół. Tomek pojechał po kurczaka z niemarketu, dokupił włoszczyznę w markecie i zabrał się za gotowanie.

Mój rosół sprzed kilku lat, najbliższy ideałowi, na prawdziwej kurze i z innymi sztuczkami. Ale to i tak nie to

Zrobił to tak. Oczyścił kurczaka i włożył do garnka. Oczyścił i obrał włoszczyznę i włożył do garnka. Zalał wodą. Włączył kuchenkę. Za zgodą Tomka dorzuciłam cebulę (nieopaloną) i bez zgody Tomka na sam koniec odrobinę zamrożonej natki selera (z gotowania dla pielgrzymów wyniosłam wiedzę, że tego się nie wyrzuca i uważam to za jedno z ważniejszych odkryć mojego życia).
Nie doprawił niczym.

To jest najlepszy z rosołów, jakie jadłam (piłam, bośmy makaronu nie ugotowali).
I czy ktoś mi wytłumaczy fenomen?

Oprócz tego, że fenomenem jest to, co Tomek po moich komplementach powiedział:
— Ale to jest pierwszy rosół, który ugotowałem.
— Słucham?!
— Nigdy nie gotowałem rosołu. Właściwie to sam bym nie wiedział nawet, że włoszczyznę trzeba dodać.

No kurde.
Dopowiadając, ostatecznie rosół i inne sposoby trochę pomogły, ale i tak pojechaliśmy do lekarza na pomoc nocno-świąteczną (4 godziny wśród smakowitych wirusów, ale co zrobić, piątek był). Na szczęście mamy szansę ominąć antybiotyk inhalacjami. I naszymi domowymi sposobami (w tym maksymalne eksploatowanie moich piersi, co Natalka czyni instynktownie, nie wypuszczając mnie na noc z łóżka).

Dodatki i ciekawostki

  • Rosół potraktowałam jak lekarstwo i podałam łyżką, zamiast jak wszystkie płyny w kubku doidy. Poza tym takiego rosołu się nie marnuje! I co, okazuje się, że Natalka pięknie potrafi z takiej łyżki pić i zaakceptowała nowe warunki. A jak jej smakowało! (Łyżka normalna, zupowa, gdyż niemowlęcych nie posiadam).
  • Rosół Tomka jest nieprzyprawiony, nawet solą. Ja swoje pierwsze, wiele lat temu, gotowałam z dodatkiem maggi, wegety, kostek rosołowych i innych cudów. Potem szukałam smaku rosołu bez tej chemii, tylko soliłam i pieprzyłam. Nie wyobrażałam sobie, że można rosołu nie posolić, nie doprawić. W końcu już źródłosłów nazwy tej zupy mówi o soli. Że ludzie konserwowali mięso w soli i tak przechowywali. Że jak się chcieli tej soli pozbyć z mięsa, żeby móc je zjeść, to je rozgotowywali. I że ten wywar z solonego mięsa to właśnie rosół. Roz-solone (+ kilka przekształceń historyczno-językowych po drodze).
    Uprzedzając pytania, próbowałam swoje rosoły przed posoleniem (wszystkie gospodynie mówiły, żeby solić na końcu) i były okropne.
  • Moja babcia, która gotowała pyszny rosół, nie była ze mną spokrewniona, co potwierdzałoby moją tezę o tym, że rosół trzeba mieć w genach.
12 komentarzy
  1. 21/02/2015
    • 21/02/2015
    • 21/02/2015
  2. 21/02/2015
    • 21/02/2015
    • 22/02/2015
  3. 21/02/2015
  4. 23/02/2015
  5. 23/02/2015
  6. 27/02/2015
  7. 15/03/2015

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.