Tydzień 41: mam, wyścigi, pies

Dni mijają za szybko. Nie rozumiem osób, które mówią „dobrze, że mam dużo do roboty, to dni przynajmniej szybko zlecą”. Zlecą — i co? Pstro, nie wrócą. Ja nadal, nieustająco i naiwnie próbuję zatrzymać czas i sprawić, żeby właśnie leciały jak najwolniej. A one lecą wszystkim tak samo.
Sorry, jest po trzeciej w nocy, a ja mam pączek zamiast mózgu i kontempluję. A tymczasem…

Natalia

Tak do końca to jeszcze tego nie zaliczam (ale może jestem zbyt surowa?), ale gdy Natalia chce jeść mleko, woła MAM. Najczęściej są to sytuacje podbramkowe, gdy mleko ma się pojawić już i natychmiast, dlatego do końca nie zaliczam, bo MAM występuje głównie w afekcie. Mimo wszystko jest to pierwsze coś, co jest regularnie przez Natalkę wypowiadane i jest nośnikiem informacji.

Tomek odkrył zabawę i teraz już musimy wszyscy. Ganiamy się po mieszkaniu. Natalka przed nami ucieka na czworakach, a my nie jesteśmy w stanie jej dogonić (na dwóch nogach). Tupiemy, dyszymy, krzyczymy, żeby tak szybko nie uciekała, a ona zapiernicza jak motorek i zalewa się niepohamowanym śmiechem.

Dalej ćwiczy się w stawaniu, głównie — ku mojej ogromnej acz zapewne chwilowej uldze — głównie na łóżku, bo tam w razie czego jest miękko. Skubaniec dawno odkrył, że łóżko lepiej się nadaje na wygibasy niż podłoga. Wystarczyły 2–3 obroty z brzucha na plecy kilka miesięcy temu, żeby się odechciało. Ćwiczy więc na łóżku, coraz śmielej poczynając ze stopami (nareszcie je odkręca w normalną stronę).

Kupiliśmy jej dziś tunel i pasujący do niego namiot w ikei. No takie wiecie, zielone. Stawiałam, że odważy się w to wleźć za 2 miesiące. Nic podobnego, zobaczyła mnie po drugiej stronie dziury i od razu się wtarabaniła i cały przeszła — prosto w moje ramiona. Uważamy zgodnie z Tomkiem, że to nienajlepszy pomysł trzymać w małym mieszkaniu taką zawalidrogę jak tenże zestaw. Ale co tam. Jest zabawa. A wiecie, że do jednego namiotu można podłączyć dwa tunele, a do jednego tunelu dwa domki — i zbudować zamek-bazę? Tak tylko mówię…

Wrócił mój pies. Około roku przebywał na turnusie rehabilitacyjnym w domu rodziców Tomka, gdzie pod okiem Magdy, siostry Tomka, oraz trenera-behawiorysty przechodził resocjalizację i ogólnie pojęte znormalnianie. Magda dokonała niemożliwego i chociaż nadal jest z nim wiele pracy, to Cybuch jest psem nie do poznania. Rok temu nie można było, autentycznie nie było opcji, przejść, jeśli na szerokim horyzoncie widać było innego psa. A przez rok mieszkał z w trzypsim stadzie, chadzał na treningi, bawił się z innymi psami i ignorował obce na spacerach. Stał się posłuszny (posłuszniejszy), spokojniejszy (mimo że nadal wariat i owsiki w tyłku). Magdo, stokrotne i dozgonne dzięki!

Wróciliśmy po przerwie na ferie na basen. I to z przytupem. Najpierw zgubiłam karnet, co się okazało oczywiście na 3 minuty przed wyjściem. 40-minutowe przeszukanie całego mieszkania nie przyniosło rezultatów, a nawet jak by przyniosło, to już było za późno. Odrobiliśmy zajęcia w sobotę, po tym, jak wyrobiłam nową kartę do karnetu (to skomplikowane). Na odrabianych zajęciach pani rzuciła nas na głęboką wodę, niemal dosłownie. Zarządziła wielkie nurkowanie. Trochę jednak za intensywne jak dla nas i Natki, ale jak się później okazało — grupa była bardziej zaawansowana. W środę, na naszej grupie, była dopiero nauka nurkowania, o niebo łagodniejsza. Tak czy owak, Natalia pierwsze nurki (oprócz jednego w wannie, mea culpa) ma za sobą. Nadal jest najzwariowańsza ze wszystkich dzieci i chlapie, kopie i macha na całego, śmiejąc się na zakrętach i gdy tata podrzuca lub mama chowa się pod wodę.

Ja

Nieoczekiwanie schudłam 3 kilogramy, o czym dowiedziałam się niestety przed tłustym czwartkiem. Ach, czemuż nie po?!

11 komentarzy
  1. 13/02/2015
    • 13/02/2015
    • 13/02/2015
    • 13/02/2015
    • 15/02/2015
  2. 13/02/2015
  3. 13/02/2015
  4. 13/02/2015

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.