Tydzień 42 i 43: oskrzeliki, akrobatyka, specyfikacja

Co ja robiłam przez ostatnie 2 tygodnie? Najpierw przytargałam z uczelni jakiś wirus, który mnie nie wziął od razu, za to Natalkę tak.

Natalia

Po prostu pewnego poranka bez ostrzeżenia i zupełnie niespodziewanie zakasłała bardzo mokro. Ani kataru, ani poprzedzającego suchego kaszlu. Dziwne, ja tak nie miałam. Żadnej gorączki, nic. W końcu dotarliśmy na pomoc świąteczno-nocną, o czym wspominałam przy okazji rosołu. Dostaliśmy diagnozę: wirusowe zapalenie oskrzelików, skierowanie do szpitala na w razie czego i przykaz inhalacji solnych z NaCl 3% + zakup na szybko inhalatora — czyli przepłacenie, czego nie cierpię, ale rady nie było (miałam wystarczająco dużo czasu, żeby uwierzyć, że kiedyś będzie konieczny). Po 3 dniach na kontroli u naszej pediatry okazało się, że dziwne to zalecenie z inhalacjami. A 3% soli to już w ogóle wymysł. Ale jak pomaga, to stosować. Stosujemy — bo pomaga odkrztusić (o tym, jak przekonać dziecko do inhalacji tym groźnie brzmiącym urządzeniem i doprowadzić do snu w 6,5 minuty, pisałam na Niesiesie). Nic groźnego się z tego nie zrobiło na szczęście.

Natalia doskonali swoje umiejętności stawania. Staje na podłodze przy niskich sprzętach, jak futerał od gitary (w podrasowanej pozycji niedźwiedzia). Przy wyższych meblach jeszcze się trochę boi, choć coraz mniej. Powoli zaczyna wspinać się na nas. Jakie to cudowne: biegnie na czworakach w moim kierunku, ja wyciągam ręce, żeby złapać ją w ramiona, a jej ani w głowie przytulanie — tylko wspinanie. Ponadto poranki to już standard. Otwieram oczy, a Natalia już sobie stoi przy ramie łóżka za głowami. Lub przy kaloryferze. Dzisiaj na przykład obudziłam się, gdy jedną ręką się trzymała, a drugą położyła mi na twarzy pluszowego Kubusia Puchatka i jasiek.

Zdecydowanie wyklarował się znaczeniowo podział głosek i sylab. Gdy jest wszystko cacy, to lecą serie z karabinka: dadadadadadada, tatatatatatatata (i różne wiariacje fonetyczne). Ale gdy się wszystko wali i pali i natychmiast daj mi mleko rajt nał, to jest jedno wielkie MAMA (i MAM). Nie, nie, to nie jest mama = ja. To jest rozkaz, błaganie, wołanie o pomoc.

Powtarzamy z Natalią jej słownik bierny i próbujemy przemycać nowe wyrazy. Ale stare na razie królują. Lampa, ryba, kwiatek, pies. Za to niemal idealnie wskazuje na nie palcem (palcem, nie ręką!).

I spontaniczny wyjazd 230 km do basenu z kulkami (pozdrawiamy sprawczynię)

Ja

Mnie po tygodniu dopadł też ten wirus. Katar lał się strumieniami. Na szczęście tylko tyle. Tomka wzięło mocniej, powoli wychodzimy. Śmierdzimy czosnkiem, ale wychodzimy.
Poza tym wszystko w porządku, robię badania, wkrótce wizyta u dr ginekolog.

18 komentarzy
  1. 27/02/2015
    • 27/02/2015
  2. 27/02/2015
  3. 27/02/2015
    • 01/03/2015
  4. 27/02/2015
  5. 27/02/2015
  6. 28/02/2015
  7. 28/02/2015
    • 28/02/2015
    • 01/03/2015
    • 01/03/2015
    • 03/03/2015
    • 03/03/2015
  8. 03/03/2015
  9. 10/03/2015
  10. 13/03/2015

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.