Jedyny taki post

Justyna, moja przyjaciółka z liceum. Razem z Gosią stanowiłyśmy trójkę Drombo, zwaną trzema czarownicami. Nasze losy po szkole potoczyły się różnie. Rozrzuciło nas po kraju i Europie. Ale kiedy mogłyśmy, spotykałyśmy się. Ostatecznie każda z nas założyła rodzinę (ja na końcu, a przecież miało być odwrotnie!). Justyna urodziła 3 synów. Maćka i Bartka — dziś 7-letnich bliźniaków. Wojtusia — wesołego 5-latka. Szalone BMW.

Justyny już nie ma. Pół roku temu odwiozła swojego męża (kierowcę ciężarówek) do pracy. Nie dojechała z powrotem do domu, bo zginęła w wypadku. Robert, mąż, nie pojechał już do pracy więcej. Został w domu z chłopakami. Został tatą i mamą. Próbują odbudować swój świat.

Bez pracy to się nie uda. Bez chwili oddechu od przeliczania każdej złotówki, która skąpo płynie z opieki, nie uda się tej pracy znaleźć.
Nie jestem zwolenniczką dawania ryby, kiedy potrzebna jest wędka. Ale teraz nie ma czasu na licytowanie się ani wymądrzanie, co by się na czyim miejscu zrobiło. Potrzebna jest kasa. Kasa, kasa, kasa. Żeby chłopaki odbiły się od dna.

Gosia z Londynu zorganizowała pomoc dla Roberta i jego synków. W Łodzi zbierane są ubrania, buty i wszystko, co się może im przydać. Przede wszystkim zbieramy jednak pieniądze. Wierzę, że dzięki temu, że Robert na chwilę oderwie myśli od przetrwania, znajdzie sposób na znalezienie pracy (łódzkie oferty także mile widziane).

Przeczytaj, proszę, list od Gosi. Na końcu znajdziesz informacje, jak można przelać pieniądze. Własną osobistą głową ręczę za to, że trafią one tam, gdzie powinny.

Poświeć proszę 3 minuty swojego czasu, na przeczytanie tych kilku słów, dziękuję. Minęło pól roku od śmierci Justyny. Zginęła w sierpniowy poranek tragicznym wypadku samochodowym. Wracała do domu, po tym jak odwiozła męża do pracy. Bez pożegnania zniknęła z życia czterech wspaniałych chłopaków. Jak każdy z nas, mieli plany, marzenia, które odeszły razem z Nią. Jej mąż Robert robi, co może, aby odbudować świat siedmioletnich bliźniaków, Maćka i Bartka oraz ich pięcioletniego brata Wojtka. Ciężko zastąpić matkę, ale życie biegnie i nic nie cofnie tego, co ich spotkało. Robert jest kierowcą ciężarówki, jeździł po Europie, a w domu bywał w łikendy. Teraz jest ojcem i matką, bo musiał z dnia na dzień zrezygnować z pracy. Wszyscy wiemy jak ciężko w tych czasach spojrzeć łaskawym okiem na kogoś obok, bo wszyscy mamy własne, największe przecież problemy, ale może trzeba poświęcić chwilę aby pomyśleć, jak my sami dalibyśmy radę ogarnąć nasze życie w tak tragicznej sytuacji. Możesz, chociaż w niewielkim stopniu pomóc Robertowi, bo dzieci muszą jeść a nie jest łatwo żyć, nie mając środków. On sam nie jest inicjatorem tej akcji, mam wrażenie, że trochę stracił wiarę, iż cokolwiek dobrego może go jeszcze w życiu spotkać. Pomoc, którą próbujemy zorganizować, jest tylko i wyłącznie naszą inicjatywą, bo nie możemy patrzeć, jak tuż obok, niemal na naszych oczach, ktoś niesie ciężar, którego nie jest wstanie sam udźwignąć a skromność i zagubienie nie pozwala mu wyciągnąć ręki po pomoc. Żadne słowa nie opiszą pustki, która teraz jest ich codziennością. Nie bądź obojętny. Nie możesz zmienić tego, co się stało, ale możesz pomóc Robertowi ogarnąć tę niewyobrażalnie trudną, nową dla nich wszystkich rzeczywistość. Jeśli możesz, wesprzyj proszę Roberta i dzieciaki. Każda kwota ma znaczenie, bo z 800 złotych otrzymywanych z opieki społecznej nie można nawet wegetować. Numer konta do wpłaty 94 1050 1461 1000 0090 9045 3532 dopiskiem „Robert” lub Paypal magie@photo4ever.co.uk. Liczy się każda kwota. Wszystkie zebrane środki przekażemy Robertowi.

W razie pytań, pozostaję do dyspozycji: magda@logociocia.pl

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.