Tydzień 52: koniec, przesypianie, porządkowanie

Oszczędzam sobie i Czytelnikom wstęp, że jak to możliwe, że to już minęło. Bo nie wiem.
Kończę cykl „tydzień życia”, bo kto to teraz tygodnie będzie liczył, jak ja ciążowych-orzeszkowych nie ogarniam, a potem łatwiej nie będzie. Kończę, bo choć z jednej strony napędzał do pisania, to z drugiej opóźniał albo przedawniał inne tematy. Ale fajnie, że mimo kilku potknięć, wytrwałam.

Natalia

Dała mi nadzieję, że przyszło nowe. Że koniec z pobudkami. Nie że narzekam na ich częstotliwość, bo absolutnie nie. Ale całe 3 noce przespane ciurkiem z rzędu zrobiły wrażenie. Od roku czegoś takiego nie było. A raczej: nie byłoby, bo średnio mogłam skorzystać z jej łaskawości, bo a to kończyłam przygotowywać książkę, a to pracę zaliczeniową (pierwszą z trzech) pisałam. A że Tomka nie było, to kiedy, jak nie po nocach?

Nocne przesypiania obkupione zostały wstawaniem skoro świt. A świt pod koniec kwietnia nadchodzi o piątej. Zawsze lubiłam wcześnie wstawać, ale jednak jak do 4.30 pracuję, to ta 5.00 jest kiepska, no kiepska. Wyczekiwałam więc drzemek Natalii o 9.00 i bezwstydnie się kładłam spać razem z nią. A że byłam blisko, to udało się raz nawet przespać prawie 4 godziny. A raz ja sobie jeszcze spałam, a Natka już urządzała porządki w szufladzie. I wrzuciła do prania czyste spodnie.

Nie żebym miała na to parcie, ku pamięci jednak odnotowuję, że roczku Natka nie podeptała. Chociaż coraz pewniej chodzi w bok w obie strony i stawia wysoko nogi, to w biodrach pełno chwiejności, nad którą najpierw trzeba zapanować. Wszystko w swoim czasie.

Błyskawicznie zapamiętuje nazwy kolejnych przedmiotów. Człowiek nawet się nie spodziewa. Np. mówię, że muszę teraz założyć buty. A ona pokazuje palcem na swoje. Podoba jej się coraz bardziej naśladowanie dźwięków. I jak samolot leci, i jak auto przejedzie, i jak krowa robi, i jak kaczka (tatatatata — no bo przecież), i baran, kot, pies (tych 3 nie umie, ale się cieszy).

Ja

Zaokrąglam się z dnia na dzień. Orzech, wciąż bez imienia, wypełnia coraz więcej mojego brzucha i doszło już do tego, że wypiął się (górą lub dołem) tak mocno, że schylić się nie mogłam.

6 komentarzy
  1. 04/05/2015
    • 04/05/2015
  2. 04/05/2015
  3. 04/05/2015
  4. 05/05/2015
  5. 05/05/2015

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.