Matka porównująca

Czy to rzeczywiście możliwe? O co chodzi z tym nieporównywaniem dzieci?

To, że nie należy mówić „Zosiu, zobacz, a Krzysio to nie płacze” — rozumiem. Nie zawstydzamy dziecka. Co kogo obchodzi niepłaczący Krzysio, skoro to nam się dzieje krzywda, jakakolwiek by ona nie była.

To, że każde dziecko rozwija się w swoim rytmie — rozumiem. Okna i widełki są szerokie, więc nie ma co się denerwować niechodzeniem, niesiadaniem, nieprzesypianiem nocy, bo wnuczek sąsiadki to już dawno i w ogóle 15 punktów Apgar

Ale jak nie porównywać, nawet po cichu, rodzeństwa? Swoich rodzonych (w różny sposób, ha!) dzieci.

Natalka mała, Leon duży. Jak miał 5 tygodni, to ważył tyle, co Natka, gdy miała 10 tygodni.

Natalka spokojna, Leon potrafi.

Natalka jadła tak, Leon ssie inaczej.

Natalka lubiła noszenie, Leon zasypia, samotnie leżąc (nie wierzyłam w takie dzieci).

Natalce oczy już zjaśniały, a Leon trzyma jeszcze granatowe.

I tak bez końca. A co, mogę.

Matka porównująca to ja.

logomatka.pl

9 komentarzy
  1. 15/10/2015
    • 19/10/2015
    • 19/10/2015
  2. 15/10/2015
    • 19/10/2015
      • 19/10/2015
  3. 17/10/2015
    • 19/10/2015
  4. 10/11/2015

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.