Pokazał mi zło

A co ja się będę tłsnikersumaczyć. Przekazuję dalej.

Nigdy nie jadłam prawdziwego masła orzechowego. Raz jakąś tam niedoróbkę w stylu snickers w słoiczku. 100 lat temu. Tymczasem okazało się, że
masło orzechowe, stuprocentowe, bez dodatków, bez cukru, soli i konserwantów można zrobić samodzielnie.
Za łatwo. Za szybko. Ech.

Należy mieć:

1. Orzeszki ziemne.

Tadam. Koniec składników. W biedrze bywają niesolone w paczkach po 400 g. Jak nie ma dostawy (u nas od dawna nie ma), kupujemy solone z lidla (500 g) i kilka razy wypłukujemy.

Potem wkładamy do piekarnika. 170 stopni, 25 minut. Lepiej kontrolować. Niektórym orzeszkom wystarczy krócej.
Wyjmujemy z piekarnika. Orzeszki stygną. Bierzemy blender, najlepiej ten z ostrzem umieszczonym w pojemniku. Wsypujemy orzeszki, blendujemy, podziwiając powstającą masę. Warto przerywać, żeby nie przegrzać blendera.

Włala. Gotowe. Pyszne, sycące.

No a Tomek musiał po swojemu coś zmodyfikować.
I wziął, posmarował jedną kromkę chleba razowego masłem orzechowym. A drugą kromkę miodem posmarował. I złączył Tomek obie kromki, a ich połączenie daje smak snickersa.

I nie było to dobre, albowiem człowiek wmawia sobie, że przecież to zdrowe. Że mógł być baton, a nie jest.

2 komentarze
  1. 19/11/2015
  2. 21/11/2015

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.