Rozmowy narzeczone

Przedwigilijna krzątanina. Kompot, śledzie, ciasta. Moja mama dowiozła z Łodzi farsz, żebym zrobiła uszka do barszczu (małą kwaśność zakwasu buraczanego musiałam zamaskować dużą pieprznością). Uszka wałkowane wazonem. No wiadomo, dzieje się, choć bez szczególnego spięcia.

— Musisz jeszcze wyprasować sobie koszulę.
— Nie.
— Nie? Nie będziesz się mi oświadczał w pomiętej!
— Będę. Żebyś potem nie mówiła, że „a… no… to ja nie wiedziałam… myślałam, że jesteś inny”.
— Aha. To może ja przykleję z powrotem te włosy do nóg?

pierscionekblog

 

Takżetego. Nareszcie będę się tak samo nazywać jak moja mała ferajna.

Tags:
12 komentarzy
  1. 29/12/2015
  2. 29/12/2015
    • 29/12/2015
      • 29/12/2015
  3. 30/12/2015
  4. 30/12/2015
  5. 30/12/2015
  6. 30/12/2015
  7. 30/12/2015
  8. 31/12/2015
  9. 04/01/2016
  10. 13/01/2016

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.