Moje dziecko umie już liczyć

A twoje?

 

Olśniewają mnie co chwilę moje studia. Maria Montessori mnie olśniewa. Wiele rzeczy zaczyna składać się w jedność. A ile nowości odkrywam! Jeszcze żebym miała wieczorami siłę doczłapać się do laptopa i wam wszystko opisać. Ale to w swoim czasie.

Do rzeczy jednak. Czy uczysz swoje dziecko liczenia? Jeden dwa trzy cztery pięć… Łał moje dziecko umie już liczyć.

Otóż nie. Matematyka to nie wyliczanka. Matematyka to ilości, przeliczanie, filozofia, harmonia. Jeden-dwa-trzy-cztery-pięć to w ustach dziecka, które nie ogarnia ilości, to samo co ene-due-like-fake czy inne ence-pence.
Na przykład Natka umie do pięciu. Od pięciu. Wszystko jest [pjeńć]. Wchodzi na wagę i waży [pjeńć]. Wykręca numer telefonu babci i też [pjeńć pjeńć pjeńć]. W radiu ktoś doliczy do czterech, a nasza córka, wie, że potem jest [pjeńć]. Ale liczyć to ona nie umie. Co prawda orientuje się, że brakuje któregoś z jej trzech Kubusiów Puchatków. Bo jest [miśo], [guga miśo] i [guga miśo] (misio, drugi misio i trzeci misio… czyli drugi-drugi misio, ewentualnie bardziej drugi misio — pojęcie jeszcze nierozstrzygnięte, choć ostatnio ze dwa razy załapała istnienie czegoś takiego jak „trzeci” [ceći]).

Mogłabym, wzorem kolegi ze studiów, zrobić magiczną sztuczkę i błyszczeć przed rodziną. Mogłabym wymyślić równania, których wynik to pięć. Widzicie to?

— Natalko, ile to jest 2+3?
— [pjeńć]!

Innym razem:

— A ile to 9–4?
— [pjeńć]!

Albo z grubej rury:

— Natka! A wiesz, ile wynosi pierwiastek kwadratowy z dwudziestu pięciu?
— [pjeńć]!

Ale nadal by nie liczyła.

Jak dziecko uczy się liczyć?

Maria Montessori znalazła sposoby, żeby abstrakcja stała się konkretem.
Dziecko około 4. roku życia wchodzi w fazę wrażliwą na matematykę. Bo każde dziecko ma swoje fazy wrażliwe na pewne zagadnienia i elementy rzeczywistości. Od ruchu, przez porządek (ja chyba pominęłam) po język, matematykę i dalej. Gdyby w tym szczególnym czasie zadziałać, gdyby dać możliwość dziecku poznania, doznania, obejrzenia i nawet polizania (dosłownie) matematyki, to jest szansa, że ją zrozumie. Inaczej niż rozumieją ją dzieci uczone przy tablicy, w zeszytach i z książek.

Przedszkolaki montessoriańskie dodają, mnożą, odejmują i dzielą w zakresie 0–10000. To nic niezwykłego dla kogoś, kto potrafi w przestrzeni, konkretnie doświadczyć takich ilości.

Właśnie. Najpierw trzeba ilości doświadczyć.

MATH_montessori_02

 

Trzeba taką ilość sobie wziąć do ręki. Pościskać. Pomacać. Zważyć. Zobaczyć, że jeden to mało, a dziesięć to w ręce się już nie mieści.

Potem można spróbować to jakoś usystematyzować. Nazwać. Uporządkować. Zapamiętać. Poczuć.

MATH_montessori_01

 

Trzeba to wszystko oswoić. Przecież to takie proste, takie oczywiste. Dlaczego ja nie pomacałam nigdy TYSIĄCA? Nie ułożyłam dziesięciu SETEK na sobie i nie porównałam z TYSIĄCEM?

To wszystko potem brnie dalej. Do wspomnianych działań. Ale o ile łatwiej jest na namacalnych perełkach.

 

Wpisy dotyczącej edukacji i pedagogiki Marii Montessori będą się pojawiać — ku inspiracji!

14 komentarzy
  1. 22/02/2016
    • 24/02/2016
      • 07/03/2016
  2. 23/02/2016
    • 24/02/2016
  3. 23/02/2016
  4. 23/02/2016
    • 24/02/2016
      • 24/02/2016
      • 25/02/2016
  5. 23/02/2016
    • 24/02/2016
      • 24/02/2016
  6. 24/02/2016

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *