Chomsky, Natalia i koniugacje

Ja się pytam Tomka, gdzie ona się tego wszystkiego uczy. Tomek mówi, że pewnie w necie siedzi po nocach.

Natalia — ku mojemu zaskoczeniu — weszła teraz w fazę rozwoju kompetencji gramatycznych. Nazywanie to łatwizna i przeżytek. Czym się ekscytować. Wystarczy powtórzyć po kimś, kto umie to już powiedzieć. Jednosylabowe, dwusylabowe, trzysylabowe — banał. (Nie pytajcie, jakie było pierwsze słowo trzysylabowe). Czterosylabówki to jeszcze wyzwanie, ale przecież w końcu i tak rodzice, babcie i dziadkowie zrozumieją, że [gandumy] to winogrona, [tatosa] to (chcę) kabanosa, a [kodilul] to krokodyl, którego wkładam do samochodu z otwieranymi drzwiami (no heloł, wkładam go i wyjmuję od pół godziny nieustannie, to znaczy wsiadam nim i wysiadam).

i-ksiega-dzwiekowCiekawa jest też obserwacja tego, w jaki sposób czyta Księgę dźwięków. Tę samą, którą z wypiekami na twarzy poznawała kilka miesięcy temu i z takim zainteresowaniem oczekiwała, jak nazwę coś, co jest na danej karcie. A teraz: przerzuca strony, aż furkoczą, i tonem omnibusa, któremu pokazują jakieś dyrdymały dla maluchów, w tempie karabinowym nazywa wszystko po kolei.

Na marginesie: książkę polecam, ale niektóre podpisy musiałam zmodyfikować. Nie chcę narzucać Natce opinii, że „szpinak jest ble”. Niektóre Natalia ponazywała po swojemu — i też dobrze.

Ale wracając do gramatyki. Skąd ona się tak szybko tego nauczyła? Po prostu zaczęła tak mówić:

Koniugacja, osoby. Ja siedzę. Tata siedzi [ja śedze tata śedźi]
Koniugacja, czasy. Zupa była. Auto jest. Mleczko będzie (No oczywiście, bo cóż innego!) [zupa biła ako jest mećko beńdźe]
Koniugacja, rodzaje. Zupa była. Siku było [zupa biła śiku biło]
Deklinacja, liczba pojedyncza i liczba mnoga. Dźwig — dźwigi. Banan — banany [dźik dźigi banan banany]
Deklinacja, przypadki. Spodnie Leona. Krzesło mamy. Kocyk Natalii [ponie lełona śefło mamy koc’ik natalji]
etc.

Ponadto Natalia dokonała dzisiaj swojego pierwszego aktu słowotwórczego. Patrzcie na to: [papanoc].

Konsekwentnie i bezwyjątkowo opuszcza przyimki i inne elementy jak np. zaimek się. To znak, że rozróżnia je pośród pozostałych wyrazów i robi to z jakiegoś powodu. Ja go nie znam. Faktem jest jednak, że zostawia wyrazy w prawidłowej formie gramatycznej.

W pokoju = [pukuju]
Na grzejniku = [dźiejńiku]
Przesuń się = [pefuń]
Z mamą = [mamom] (niech dorwę tego, kto nauczył tego „-om” w narzędniku!)
W chuście = [hustje]

A ja… Ja oczywiście obserwuję to zauroczona i zdziwiona. Ale jeszcze coś. Ja jej zazdroszczę. Na moje jednojęzyczne oko to jest właśnie TO. To jest sposób, w jaki człowiek opanowuje język. Słucha i powtarza. Powtarza tak jak umie, tam gdzie umie. A co tam. Niech się dzieje co chce. Jak ktoś nie zrozumie, że właśnie chce [tatosa] (kabanosa, przypominam), to przecież podpowie: [dodufka] (lodówka). Mina, oczy, moment zawieszenia podczas obmyślania podpowiedzi — są bezcenne.

Kto nie zetknął się z metaforą nauki chodzenia? Żeby brać przykład z dziecka, które uczy się chodzić i ciągle upada — i niezłomnie wstaje, żeby spróbować dalej. Że gdyby dzieci poddawały się tak szybko jak dorośli przy swoich niepowodzeniach, to by nikt nie chodził.
A ja to widzę w kontekście nauki języka. Wisi nade mną konieczność nauczenia się w końcu tego angielskiego, bo wstyd, ludzie, no wstyd w dzisiejszym świecie nie znać go na poziomie porozumienia się. Patrzę więc na Natkę i ładuję akumulatory motywacyjne. Proste: obserwować, słuchać, a potem zacząć gadać. Olać niechłonny już umysł.

font-705667_640To są właśnie kompetencje. To jest gramatyka uniwersalna Noama Chomsky’ego. Wrodzona wiedza językowa — do zastosowania z każdym, ale to każdym językiem świata. Fundamentalny, domyślny, wpisany system gramatyczny, który materializuje się w konkretnych aktach językowych (czyli każdej małej wypowiedzi).

Obrazowo można przedstawić to jako ogromną matrycę z „miliardem” miejsc do zapełnienia (miejsc jest więcej, ale dajmy ten miliard, żeby ogarnąć to w umyśle). W miarę upływania czasu i słuchania języka zapełniają się kolejne miejsca matrycy — wyrazy ze znaczeniem, ich formy odmienne (deklinacja, koniugacja). Wtedy właśnie objawia się ni stąd ni zowąd ta umiejętność wskakiwania na swoje miejsca odpowiednich form gramatycznych i wszystko układa się w logiczną, znaczeniową i gramatyczną całość. Nikt całej matrycy nigdy nie zapełni, ale miejmy świadomość, że im gęściej, tym więcej świata jesteśmy poznać. Rzeczywistość świata jest rzeczywistością naszego umysłu, co Chomsky zaszyfrował w zdaniu: „myślę, jednak świat myśli we mnie”, a Ludwig Wittgenstein odkrył, że „granice mojego języka są granicami mojego świata”.

Objawiło mi się to 13 lat po tym, jak wkuwałam te formułki na studiach. Tadam!

Nie wiem, czy to prawda, koncepcji na temat języka jest raczej sporo, ale dziś pasuje mi właśnie Chomsky. A że twierdzi on, że jak ktoś nauczył się jednego języka, to znaczy, że jest zdrów i z jego gramatyką uniwersalną wszystko w porządku — oznacza to więc, że jest w stanie nauczyć się każdego innego języka.

No to staję z Natalią (i Leonem!) w szranki. Łisz mi lak!

 

2 komentarze
  1. 14/03/2016
  2. 24/03/2016

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.