Co rok prorok

rodzenstwo-nozki-blogUczestniczyłam miesiąc temu w spotkaniu o takim tytule. Co rok prorok. To jest: o dzieciach rok po roku. Z małą różnicą wieku. Tak się ucieszyłam, że znajdę się wśród innych rodziców w podobnej sytuacji. Że wspólnie ponarzekamy, pobiadolimy, jak nam ciężko, jak to ogarnąć, co nas podkusiło. I że jakie to wspaniałe jednak dla dzieci, relacji, i w ogóle kij z tym wiecznym bałaganem. No cokolwiek by nie padło z czyichkolwiek ust — miałoby poklask, zrozumienie i wsparcie. Tak myślałam. I dziewczyna, która to spotkanie wymyśliła — też tak myślała i takie miała intencje.

Jaką ulgę w jej oczach zobaczyłam, kiedy weszliśmy naszą bandą do sali. Jedno omiotnięcie nas wzrokiem i więcej nie trzeba było. Pełne zrozumienie.

I zostałyśmy z tym same, albowiem reszta gości to byli rodzice dzieci w wieku do 12 miesięcy. Rodzice jednego dziecka do 12 miesięcy, tak ściśle mówiąc. Przyszli dowiedzieć się, jak to jest mieć dzieci z taką małą różnicą, czy się da, czy da radę bez żłobka, czy można karmić w ciąży, a jak jest w tandemie. Tym sposobem z roli narzekacza zostałam rzucona w rolę eksperta. Prowadząca przygotowała wykład o karmieniu piersią w ciąży i w tandemie (wiedziała, kto będzie na sali), a ja miałam weryfikować i mówić, czy prawda to czy fałsz. No i choć mam jawne tendencje do wpadania w rolę mentorską, to czuję niedosyt. O, taki niedosyt, że chyba pomyślę o własnej grupie narzekactwa.

Tym niemniej to spotkanie będzie punktem wyjścia do pierwszej próby rozprawienia się z odwiecznym dylematem: czy mała różnica wieku to dobra różnica wieku?
Prawda jest taka. Każda różnica wieku między dziećmi jest dobra. I każda ma swoje wady. Przy dzieciach rok po roku jest masa roboty około dziecięcej. I niech nikt nie myśli, że dziecko + dziecko = dwoje dzieci. U nas to przynajmniej ośmioro. Takie miałam wrażenie przez długi czas. Do tego moje niezorganizowanie i wieczny, naprawdę wieczny, bałagan gotowy. Za to teraz wygrzebuję się z tego, a młodsze dziecko goni starsze. Albo starsze zniża loty do młodszego. Albo każde zajmuje się swoimi ważnymi sprawami i tylko czasem ich światy się spotykają (delikatnie lub boleśnie). Zaczyna być lżej. Nie mylić z łatwiej. Im bardziej Leon staje się samodzielny w swoich decyzjach, tym więcej wynika z tego konfliktów z coraz mocniej asertywną Natką.

Jest wiele mitów i przypuszczeń, uproszczeń nawet na temat idealnego rodzeństwa. Mam wrażenie, że każdy rodzic będzie obstawał przy swoim, że u niego wyszło naprawdę świetnie i wszystkim serdecznie poleca, BO.
Bo 3-letnia córka to chętnie pomaga i cienia zazdrości nie widać.
Bo 5-latek zajmie się sam sobą, kiedy potrzebuję karmić młodsze.
Bo 7-latek to siedzi albo w szkole, albo na podwórku, to mam znów jakby jedno dziecko.

Prawda jest taka, że nikt nigdy nie zweryfikuje swojego zdania. Nie jest możliwe mieć drugi raz drugie dziecko z inną różnicą wieku. Można mieć trzecie, czwarte i kolejne — i każde z inną różnicą. Ale ten krytyczny moment, kiedy jedynak przestaje mieć rodziców tylko dla siebie, zdarza się tylko raz w życiu. Nie ma więc sensu rozstrzygać, która opcja jest najlepsza… ani czy jakaś jest najlepsza.

 

Moje dzieci rok po roku

Ja Wam dziś mówię. Mnie było bardzo ciężko z takimi maluchami. Oto kilka moich wspomnień.

Spacery

Cały okres jesienno-zimowo-wczesnowiosenny przeżyłam źle. Siedziałam głównie w domu, kombinując, jak się wydostać z tej pułapki. Kiedy postanawiałam odbyć spacer (tak, odbyć), miałam wrażenie, że to wielka wyprawa na kraniec świata. Szykowanie ubrania. Przewijanie. Gonienie. Karmienie. Dawanie picia. Ubieranie — trochę jednego, trochę drugiego, bo się pogotują w tych kurtkach (plus dylematy: które dziecko lepiej ugotować?). Chustowanie. W końcu wielkie wyjście. I powrót na sygnale, z fochem Natki, bo Leon płacze, bo głodny. Przez cały spacer chciałam jednego: wracać do domu. Powodowało to ciągłą frustrację, bo przecież oczywiste jest to, że Natalia miała oczekiwania kompletnie przeciwne.

Czas

Wiadomo, wieczny niedobór. Całkowicie zrezygnowałam z pracy w wydawnictwie, bo czasu na cokolwiek miałam (i nadal tak mam) między 22:00 a __:__ (aż nie padnę, przy czym często aplikuję sobie rozsądek, gdy policzę, za ile godzin dzieci się obudzą w nadziei zobaczyć przytomną matkę).
Ale to także czas pominięty. Przez to całe życie w amoku, tę ciągłą walkę, to wieczne „zaraz będzie lepiej, niech już będzie lepiej” ominęłam w świadomości kawał życia moich dzieci. Leon nagle zaczął stać, a Natka gadać. I co z tego, że pisałam o tym, nawet szczegółowo. Ja to ledwie pamiętam. Patrzę dziś na dzieci na placu zabaw w wieku 15–18 miesięcy, jak śmiesznie chodzą rozkraczone. Natka też tak chodziła? Wspominam, jak zapisywałam postępy rozwoju Natki przez pierwszy rok, a u Leona to się jakoś tak stało, samo.
Za to doskonale pamiętam swoje wyrzuty sumienia, gdy pierwsze półrocze spędzałam na odliczaniu do 19:00 (ta magiczna godzina, w której pada decyzja, że dzieci idą spać, potem już z górki: jeszcze 3 godziny i wolne). Pamiętam dobrze dzień, kiedy to się skończyło: przyszedł wieczór, a ja pomyślałam z autentycznym smutkiem „ojej, koniec zabawy, dzieciaki, widzimy się jutro”.

Potrzeby

Jestem orędowniczką zaspokajania dziecięcych potrzeb. Tych prawdziwych potrzeb, których dzieci potrzebują, a nie chcą (masło maślane celowo). No i szok. Nie da się naraz zaspokoić dwójki. Poleciałam Maslowem: wychodziłam z założenia, że najpierw fizjologia, potem bezpieczeństwo i relacje i samorozwój (czytaj: „masz tu farbki i się samorealizuj, a ja nakarmię braciszka”). Ale to i tak nie takie proste. Kiedy zaspokajasz głód małego ssaczka, a ten odrośnięty leży na podłodze i ryczy, bo chciał sam wejść po schodach, ale w tempie jedno piętro na godzinę i przez 14 zapaleń światła na klatce schodowej, a ty bezceremonialnie wzięłaś na ręce i do domu doniosłaś, gdyż młode ryczało już na całego. Chcesz przytulić, chcesz pobiec, ale może to jednak nie najlepsze dla tego wściekle głodnego? Masz wybór: albo płakać będzie jedno, albo oboje. Wybierz tylko które dzisiaj. Och, to uczy pokory.

Relacje

Jestem pod wrażeniem ich wzajemnego wpływu na siebie. Jak wpadają w głupawkę, bo Natka kiwa głową. Jak naśladują siebie nawzajem. Jak uczą się o sobie. Oczywiście to jest jeszcze czas, kiedy jest mnie w tym wszystkim dosyć dużo. Przynajmniej dopóki Leon nie będzie fizycznie samodzielny i stabilny, żeby się obronić przed pomysłami siostry (zgrzyty się zdarzają, nieustannie szukam przyczyn i różnych rozwiązań). Pobocznie mam zapewnioną nieustanną zgadywankę, dlaczego ukochaną bułką z miodem można bez problemu, za to z czułością, się podzielić, natomiast dźwięk przesuwanego przez brata samochodu w innym pokoju wywołuje atak histerii, że jak to tak on mógł ruszyć.

Bałagan

Co tu dużo mówić. Wieczny na amen bez odwołania. Apeluję o napisanie mi, szczegółowo, krok po kroku: jak się sprząta z dziećmi w domu? Przy czym odpada „kiedy śpią”, bo mam takie, co się budzą na dźwięk odkurzacza. Im bardziej chcę odgruzować podłogę na wjazd odkurzacza, tym więcej ciekawych rzeczy do wywalenia na nią znajdzie się w pudłach, na półkach, regałach. Inne obostrzenia: bez udziału babć, cioć, sąsiadek; bez włączania bajek na tv czy tablecie; bez żłobków i przedszkoli. Normalnie: oni są, a ja chcę sprzątnąć. JAK? (Z jednym dzieckiem oczywiście też może być, i tak nie dawałam rady).

Usypianie

Temat rzeka na sto postów. Frustracja goniła frustrację. Naprawdę to cudowne, kiedy dwójka zaśnie równocześnie w ciągu dnia, ale w ogóle nie miałam i nie mam takich pragnień, by tego doświadczać. To znaczy mam, ale realnie rzecz biorąc, szanse są nikłe. Zdarzyło się (przypadkiem) z pięć razy. Jak usypiam Leona, to Natalia ma milion spraw, o których trzeba głośno zakomunikować, jeździć wózkiem po mieszkaniu. Kiedy usypiam Natkę, Leon a) kiedyś leżał i w końcu zaczynał płakać, bo ileż można; b) dziś łazi po pokoju i muszę go co chwilę ratować (Natalia sama mówi: [mamo ić latować lełona]). Gdyby nie to, że 97% tych dni miałam Tomka pod ręką i mógł jedno zabrać, to skończyłabym w wariatkowie. Albo i w obliczu śmiertelnego zagrożenia postradania zmysłów — wymyśliłabym jakiś sposób, jak to okiełznać. Dziś jest trochę lepiej. I trochę gorzej czasami.

Pieluchy

Pieluchy, pieluchy, pieluchy wszędzie. Tylko dla najzaciętszych rodziców: odpieluchować przed 15. miesiącem. Ja takiej potrzeby nie widziałam. Potem przyszedł wielki kryzys i regres i w ogóle całe to pieluchowanie wielorazówkami szlag jasny trafił. Z nas wszystkich radę dawała tylko pralka. Ale suszyć już nie było gdzie. O, i jelitówka na pokładzie, u dwójki naraz, bo inaczej to niesprawiedliwie. I z dwoma nawrotami tydzień po tygodniu, a co.

 

Jak to jest?

Do tego wszystkiego uderza coś jeszcze. Paląca myśl: „dlaczego uważałam, że z jednym dzieckiem coś wydaje się trudne?”. Nożeżcholerajasna. Gdybym miała tę wiedzę, jaką otrzymałam wraz z Leonem, ale zanim się pojawił… Jak można uważać, że wyjście z domu z noworodkiem to ciężka sprawa. Jak można uważać, że odkurzenie z półrocznym dzieckiem to wyczyn? Jak można — to już w ogóle hit — nie wyobrażać sobie wyjścia na basen z dzieckiem i bez Tomka? Kiedy poszliśmy na basen we czwórkę, a ja z Leonem musiałam się ewakuować wcześniej niż Natka z tatą, to… po prostu poszłam do szatni, ogarnęłam młodego, ubrałam siebie i wyszłam z mokrą głową (no już czasu zabrakło). I było to oczywiste.

I tak to jest. Nie da się niestety tego zasadzić w głowie wcześniej, żeby wielkie bariery nie do przejścia stawały się ledwo progami. Na przykład podejrzewam, że gdybym miała teraz trójkę, śmiałabym się, że jak można było uważać, że dwoje to masakra. Potwierdza to moja znajoma, którą o to zapytałam. To znaczy zapytałam o coś innego. Znajoma miała wtedy dzieci w wieku: 3 lata, 2 lata, 2 miesiące.
— A czy to prawda, że trzecie dziecko nie robi już takiego wrażenia? Że takie wielkie BUM jest przy drugim, a potem to już z górki?
— Co ty. Przy trzecim nie możesz uwierzyć, że nie dałaś rady pojechać sama z dwójką na wakacje.

Ale mimo tej wiedzy nie mogę tego przełożyć na konkretne umiejętności.

Co nie zabije

Piszę ten tekst chyba już wykaraskana z większości kryzysów. Zasypianie w miarę OK. Spacery (przynajmniej póki trwa lato) — bajka. Pieluchy w połowie dziatwy zażegnane. Bałagan wraca do akceptowalnego stanu. Czas w ciągłym braku, ale bez spinania się. I tak dalej.

Piszę, kiedy po 10,5 miesiącach spadł mi ogromny ciężar z głowy. Kiedy po raz pierwszy obudziłam się i bez ani grama obaw, strachu, zastanawiania się i innych nieciekawych uczuć zebrałam się sama z dziećmi na wycieczkę do ZOO. Kiedy nie zaczęłam od myślenia „jak ja się dostanę na ten Mt. Everest?”, tylko potraktowałam wycieczkę do ZOO jak zwykłą wycieczkę do ZOO. Czy ktoś to rozumie? Nie przejęłam się, jak mam zejść z 50 schodów z wózkiem (o daleko innym rozstawie kół niż podjazd), Leonem, plecakiem, hulajnogą (nie można jeździć hulajnogami po wrocławskim ZOO, jak coś) i Natką. Pomogła jakaś pani. Nie przejęłam się, że 3 razy zmoczył nas fest deszcz i musiałam w domku nosorożców przebierać Leona w spodnie Natki z Elsą (które wzięłam w razie wpadki bezpieluchowej). Ani tym, czy Natka da radę bez pieluchy, czy będzie zabawa. Nie było. Jedliśmy sobie naturalne lody na krawężniku, NIE poszliśmy do Afrykarium i w ogóle mało zobaczyliśmy przez to uciekanie przed deszczem. Ale to był ten ważny dzień, w którym się nie przejmowałam, tylko po prostu byłam.

rodzenstwo-ida-blog

Wygadawszy się, kończę z myślą następującą: ani razu nie żałowałam, ani razu nie chciałam cofnąć czasu. Wywlekłam tutaj dużo nielukierkowych faktów, ale co poradzę, kiedy TAK JEST. Bez wahania zdecydowałabym się na to szaleństwo raz jeszcze, bo przecież co nie zabije, to wzmocni.

Dzisiaj wiem, że napisałam ten tekst, bo sama chciałam go przeczytać, żeby wiedzieć, że nie oszalałam (zupełnie). Czasem wystarczy jedno „no wiem”, żeby się uspokoić. Czasem trzeba usłyszeć, że to nie tylko u nas.

*

Zapraszam do dyskusji. Czujcie się, drogie mamy, nieskrępowane. Czujcie się, drodzy tatowie, zaproszeni równie serdecznie. Podzielcie się swoimi wrażeniami, wszyscy. Rodzice dzieci z większą różnicą wieku, jakie mieliście trudności? Rodzice bliźniąt, trojaczków, czworaczków (i dalej?) czapki z głów! Rodzice jednego dziecka, no wiem przecież, że lekko nie jest! Rodzice dzieci rok po roku — dajcie czadu.

22 komentarze
  1. 17/07/2016
    • 22/07/2016
  2. 17/07/2016
    • 22/07/2016
  3. 17/07/2016
    • 22/07/2016
      • 22/07/2016
  4. 18/07/2016
    • 22/07/2016
  5. 18/07/2016
    • 22/07/2016
  6. 18/07/2016
    • 22/07/2016
  7. 22/07/2016
    • 22/07/2016
      • 22/07/2016
  8. 25/07/2016
    • 22/08/2016
  9. 06/08/2016
    • 22/08/2016
  10. 09/08/2016
    • 22/08/2016

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *