Co to nie jest BLW?

Smutna prawda na początek jest taka, że pewna część mojej kariery legła w gruzach. Niegdyś redaktorka, korektorka. Koleżanka, która nikomu nie przepuściła „tą książkę” ani „włanczać”. Studentka, która z wypiekami na twarzy meldowała się w obcym mieście na studiach, bo tam uczy kultury języka sam profesor Miodek. Od prawie trzech lat mama. Od mniej więcej półtora roku mama gaduły. Gaduła ma to do siebie, że wzbija się na wyżyny konstruowania alternatywnej gramatyki języka polskiego. Jej formy odmian rzeczowników, ale przede wszystkim czasowników, zadziwiają i zachwycają. Idzieła (szła), weźmij (weź), gotowam (gotuję), wchość (wejść) — to tylko wierzchołek góry lodowej. Ja natomiast czasami naprawdę nie wiem, co jest, a co nie jest poprawne. I tym sposobem na razie przy książkach nie robię.

Tym niemniej zapewniam, że wiem, że tytuł tego posta brzmieć powinien „Czym nie jest BLW?” i że brzmi jak brzmi zupełnie celowo. Bo tak. (Odpowiedź godna trzylatki).

Nieporozumienia wokół BLW

BLW jest coraz bardziej modne, coraz więcej rodziców słyszało o tej metodzie i coraz więcej ją stosuje. Co za tym idzie — pojawia się coraz więcej pytań, a za nimi idą odpowiedzi. Czasami profesjonalne, czasami naprawdę dziwne. I tak z moich obserwacji dyskusji rodziców wysunęłam kilka mitów na temat BLW.

BLW to sposób na niejadków

Na przykład. Rodzic się skarży, że ma niejadka. Że tylko mleko i mleko. Albo sucha buła i buła. Wtedy pada porada: zastosuj BLW.

Jakkolwiek wierzę, że stosowanie BLW może niwelować ryzyko wychowania niejadka, to nie jest to sedno tej metody. Fakt, dziecko od początku, od kiedy tylko jest gotowe na przyjmowanie nowego, innego niż mleko, jedzenia, dostaje wybór. Wybór: co zje i czy w ogóle. Zostaje obdarzone zaufaniem rodziców w kwestii swojego jedzenia.

Po pierwsze, rodzice, którzy decydują się na BLW, czujnie obserwują swoje dziecko i zaczekają, aż będzie ono gotowe na nowe. Zaczekają, aż usiądzie (lub prawidłowo spozycjonują do karmienia). Zaczekają, aż ustanie odruch wypychania językiem. Nie wcisną nic na siłę.

Jedzenie wiąże się z silnymi emocjami. Wiem, bo zajadałam smutki. Wiem, bo istnieje anoreksja, bulimia i inne zaburzenia. Jeśli pierwsze i kolejne doznania niemowlęcia z niemlecznym jedzeniem będą kiepskie, to może się okazać, że w ogóle nie zechce jeść albo że pewne problemy zostaną. Nic przesądzone oczywiście nie jest i nie próbuję wmówić, że niejadki to dzieci, którym wpychano marchewkę łyżką na siłę. Z pewnością są takie dzieci, które mimo BLW dopada kryzys i w którymś momencie odmawiają jedzenia. Wtedy rodzicom polecam książkę Carlosa Gonzáleza Moje dziecko nie chce jeść (wyd. Mamania). W poważnych przypadkach należy jednak udać się do specjalisty.

Podsumowując. BLW uczy radości jedzenia, wspiera dobre nawyki i zakłada zaufanie do dziecka oraz eliminuje jedzenie pod przymusem. Ale metodą jako taką na niejadka nie jest.

 

BLW znaczy zdrowe żywienie

Racja, po stokroć racja. Rodzice, którzy wybierają BLW, zazwyczaj zdążą się naczytać o prawidłowym żywieniu niemowląt i starszych dzieci. Dostosują swoje jadłospisy do możliwości maluchów. Wyeliminują lub ograniczą sól, cukier i inne pyszne paskudy. Wszystko w myśl idei, by jeść razem — to samo i zdrowo. Ale to nadal nie jest to, czym jest metoda BLW. Na dobrą sprawę rodzice jej niestosujący także powinni zapoznać się z zasadami prawidłowego odżywiania swoich dzieci. Dostęp do informacji jest dość łatwy i tani. Naprawdę można zdrowo nakarmić łyżką.

Podsumowując. Wybór drogi BLW wiąże się z doczytaniem kilku rzeczy i odkryciem, że dziecko powinno jeść zdrowe rzeczy. Ale to tylko skutek uboczny, a nie sama idea metody.

 

BLW to jedzenie w kawałkach

Takie czasy, że komunikujemy się głównie obrazami i skrótami myśli. Ktoś gdzieś zobaczył, że znajoma daje półrocznemu synkowi brokuły niezmiksowane i że podpisała to „BLW”. Fajnie wygląda, dzieciak umorusany i przeszczęśliwy na zdjęciu. To czemu by nie spróbować? I jeśli się nie doczyta do końca, o co chodzi, to powstaje taka plotka, że BLW to podawanie dziecku jedzenia w kawałkach. Taka zabawa. Rozciapajka, doznania polisensoryczne, bałagan, szczęście, dzieciństwo nowoczesne. Ale jednocześnie wiadomo, że tym brokułem, czy marchewką w słupkach dziecko się nie naje, no bo jak, więc tak normalnie to karmi się go łyżeczką, jak ktoś tam przykazał.

Plotka idzie dalej. W zaawansowanym jej stadium BLW staje się posiłkiem. Nazwą posiłku. Sama nie wiem, ale uśmiecham się.

— Na kolację daję jej BLW.
— Zjadł trochę BLW.

 

I znowu. Prawdą jest, że stosując metodę BLW, dziecko dostaje jedzenie w kawałkach. Wynika to z jej podstawowych założeń, czyli zaufania do dziecka, że wybierze coś odpowiedniego dla siebie (lub nie wybierze). Natomiast karmienie łyżeczką, przez rodzica, papkami etc., a podawanie czasem kawałków do zabawy — nie jest metodą BLW. Tym niemniej ogromnie się cieszę, że mimo to coraz więcej rodziców dowiaduje się, że dziecko zdolne jest jeść kawałki już od początku rozszerzania diety (przy spełnieniu kryteriów gotowości do jedzenia). Cieszę się jako logopeda właśnie, że coraz mniej być może będzie dzieci, które nawet jeszcze w przedszkolu jedzą rozdrobnione jedzenie. Niech to będzie mieszanie papek i kawałków — dla rozwoju aparatu artykulacyjnego to jest świetne. Chociaż nie da się nazwać tego BLW.

 

BLW to wybór z wielu produktów

Tak właśnie to wygląda w praktyce. Niemowlę dostaje zestaw różnych produktów: zdrowych, dobrze dobranych, pokrojonych w odpowiednie kawałki. I wybiera. Niektóre nie wezmą nic. Nie wykażą zainteresowania. Inne wezmą coś konkretnego, jednego, ulubionego. To może być coś ulubionego tylko tego dnia i absolutnie nie do tknięcia nazajutrz. Albo może być faworytem przez kolejny tydzień. Inne — w tym moje — wezmą wszystko. Nie dłonią, nie palcami — ręką całą, głową i tułowiem. Bywa, że i nogą. Zrobią miazgę, żeby nie powiedzieć papkę, i zjedzą. Albo nie. Bo wtedy to ciężko się połapać co do ilości na zewnątrz i wewnątrz żołądka.

To wszystko jednak wynika z idei BLW, a nie jest jej istotą. W dużym stopniu to przekonanie, ten znak równości (BLW = wybór z kilku produktów) wzięło się z polskiego tłumaczenia tytułu książki na temat tej metody: Bobas Lubi Wybór. Nijak nie oddaje to istoty metody BLW, za to skupia uwagę na jednym jej aspekcie. O wiele ważniejszy bowiem od wyboru „kalafior czy pietruszka” jest wybór „kalafior czy mleko”. Wybór: tak. Dzieci, które popatrzą na jedzenie przed nimi, po czym zażądają mleka, także dokonują wyboru. I także są w pełni na ścieżce BLW.

 

Definicja BLW

Wiemy już więc, z czego składa się metoda BLW, na czym może polegać, ale czym nie jest w całości. Nie ośmielam się już poprawiać błędów językowych, bo sama zaczynam używać fleksji trzylatki, więc wypełniam tę lukę w życiu w innych tematach.

Na koniec więc podam moją interpretację definicji BLW.

BLW to przede wszystkim skrótowiec od angielskiego: Baby-Led Weaning, czego nie da się tak krótko przetłumaczyć na polski, a oznacza: sterowane przez dziecko odstawienie od piersi. W angielskim nie ma bowiem pojęcia rozszerzania diety, tylko jak niemowlę zaczyna jeść coś poza mlekiem, to oznacza to, że jest to początek końca mlecznej drogi. Uspokajam miłośniczki karmienia piersią, to jeszcze potrwa.

BLW więc jest to metoda żywienia niemowląt (i potem dzieci) prowadząca do stopniowego odejścia od picia przez nie mleka. Rozpoczyna się w momencie podania pierwszego posiłku, a kończy, gdy dziecko na stałe zrezygnuje z karmienia piersią (lub mlekiem modyfikowanym). Metoda zakłada całkowite oddanie decyzji dziecku co do wyboru.

 

Post scriptum

Post napisałam w momencie, gdy mam 99,9% pewności, że BLW mojej córki dobiegło końca.

 

 

3 komentarze
  1. 20/03/2017
    • 21/03/2017
  2. 22/03/2017

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *