Droga mleczna. Samoodstawienie od piersi w tandemie

Kiedy urodził się Leon, a karmienie w tandemie zamiast sielanką okazało się pułapką (Droga mleczna. Karmienie w tandemie), byłam zrozpaczona, bo wizualizowałam sobie, że naprawdę grozi mi karmienie do tej sławnej osiemnastki. Że będą się napędzać nawzajem, że żadne nie odpuści.

Półtora roku. Przez półtora roku karmiłam w tandemie. Pamiętam jak dzisiaj pierwszy raz Natki po moim powrocie ze szpitala z Leonem. Jej zdziwienie, że mleko JEST. Ona ciumkała całą ciążę, ale w drugiej połowie prawie nic nie leciało. Aż tu nagle… co tam brat. Mleko jest!

Zacierają mi się wspomnienia, ale mam wrażenie, że przez pierwsze miesiące nie robiłam nic innego, tylko karmiłam. Na dzień dobry, na dobranoc, w ciągu dnia. Przed posiłkiem, po posiłku i zamiast posiłku. Na pocieszenie, na ból, na tęsknotę. Na uczelni, na parkingu, w Hali Stulecia. Pamiętam poranki, kiedy Natka budziła nas, przychodząc ze swojego pokoju obładowana wszystkimi swoimi pluszakami — to był chyba haracz dla Leona, żeby nie burzył się, kiedy ona będzie jeść. Pamiętam, jak wnerwiało mnie karmienie ich równocześnie i bez potrzeby koniecznej i ostatecznej tego unikałam. Pamiętam, jak zostałam z nimi sama na kilka dni i jak mnie oblazły, wyssały i przeżuły.

Pamiętam wahania apetytu. Nagle się okazywało, że Natalia nie je nic poza mlekiem (BLW na wstecznym). Cudowałam, gotowałam, wymyślałam, a ona nie. Pamiętam, jak w któryś piątek po obiedzie wściekałam się w duchu, że bez sensu to wszystko, że nic już nigdy jej nie ugotuję i trudno — a ona w sobotę rano pochłaniała michę z owsianką. I jednak jej gotowałam. I potem znowu nic nie jadła, a potem jednak jadłaby wszystko. A ja za każdym razem się nabierałam. Czyste BLW.

Pierwsze 8 miesięcy upływało więc nam na notorycznym karmieniu i moich czarnych wizjach, że tak już będzie po wsze czasy. A jednak tak nie było. Przedstawiam nasze kalendarium zmian.

Kalendarium zmian

1. Kwiecień. Czytanie na dobranoc

Kilka tygodni przed drugimi urodzinami postanowiłam wprowadzić zmiany. Miałam dość usypiania Natalki przy piersi. Dość tego, że w kulminacyjnym momencie budził się Leon, do którego musiałam biec, więc rozbudzała się i Natka i wszystko na marne. Uznałam, że to świetny moment, żeby wprowadzić w życie plan, który miałam w głowie od lat przecież: czytanie na dobranoc. Dopóki zasypiała przy piersi, nie widziałam sposobu, żeby jeszcze jej czytać (och, jakże niepomysłowa byłam). To był drugi początek końca, tak teraz myślę. Pierwszy początek końca to rozpoczęcie BLW.

Zajęło nam jakiś tydzień, żeby zorientować się, o co chodzi. Doszłyśmy więc do tego, że usypiałam Leona i zajmowałam się Natalką. Ostatecznie piła mleko i kładła się do łóżka, a wtedy ja jej czytałam, a ona zasypiała.

2. Lipiec. Bez drzemki

Trzy miesiące później udało mi się wyeliminować jej drzemkę, co miało 2 znaczące skutki:

  • odpadło jedno karmienie, w tym odpadła moja ogromna frustracja, bo czasem bujałyśmy się z tematem nawet 3 godziny,
  • zaczęła chodzić spać wieczorem o ludzkiej porze, to jest o 20 (a nie o 22).

 

3. Wrzesień. Negocjacje

O negocjacjach pisałam (Droga mleczna. Negocjacje). Po prostu doszły nam rozmowy na temat mleka i karmienia. Trochę żartu, trochę perswazji. No i te klamki (odsyłam do źródła). Niby nic się na co dzień nie zmieniło, ale jednak doszła świadomość i ziarno zostało zasiane.

 

4. Październik. Zapominalska

Kiedy miała niecałe 2,5 roku, poszłyśmy czytać, ja usadowiłam się na stałym miejscu, Natalia odprawiła swój rytuał z lampkami i zamiast do mnie po mleko, poszła do łóżka. Szkoda, że nie widziałam swojej miny. Słowem się nie odezwałam, tylko szybko zaczęłam szukać miejsca, od którego zacząć czytanie.

— Ojeziu! Zapomniałam mleka!

Ech.

Kilka razy jeszcze tak zapomniała. Po jakimś miesiącu sobie nie przypomniała. Zaczęła, zupełnie nieproszona, zasypiać bez mleka.

 

5. Listopad. Tata mi czyta

Kolejny krok milowy to oddanie usypiania Tomkowi. Na początku w biegu jeszcze łapała łyczka na dobranoc i biegła z książką do swojego pokoju. Potem już tylko było „dobranoc” i „buzi”.

 

6. Grudzień. Na dzień dobry

Zostało wciąż mleko na dzień dobry, które piła coraz krócej. Ale i ten rytuał powoli odchodził w niepamięć.

 

7. Marzec. Nie-nagle

Pamiętam pierwszy dzień bez mleka (wrzesień). Potem kolejne. Kilka pod rząd. I powroty. Na przestrzeni pół roku.

Nie znam daty, nie wiem, kiedy ostatni raz, bo myślałam, że wróci. Niecałe dwa miesiące przed trzecimi urodzinami piła ostatnie mleko. Potem pierwszy raz mówiła, że może się do mleka przytulać. Potem podała mi stanik z suszarki na ubrania, mówiąc „Proszę, twoje piersi”.

Potem sama wylała siku z nocnika. Zaczęła zwracać uwagę na to, który but jest prawy, a który lewy. I okazało się, że umie rajtuzy sama naciągnąć. A przede wszystkim — dosięgnęła do klamki.

Dla mnie to takie prawdziwe PRZEJŚCIE.

 

Nie tęsknię

Nie jest mi smutno. Nie tęsknię za karmieniem. Cieszę się, że zacisnęłam zęby i nie posłuchałam ani jednego z miliona podszeptów, żeby za wszelką cenę to skończyć wcześniej, na ostro. Wtedy pewnie bym żałowała.

Cieszę się z każdego przytulenia bez mlecznego podtekstu! Wciąż nie wierzę, że to się udało, że samoodstawienie w tandemie jest możliwe. Jest.

 


Zdjęcie do wpisu pochodzi z mojej pierwszej odsłony „Drogi mlecznej” i odsłony tandemowej. Poniżej spis całości:

Droga mleczna. Początek — uff, dałam radę. Dziś byłoby inaczej: nie pozwoliłabym rozdzielić nas na noc, nie pozwoliłabym na dokarmienie, nie dałabym sobie wcisnąć kitów i butli.

Droga mleczna. Stabilizacja — stabilizacja laktacji, stabilizacja w głowie.

Droga mleczna. Karmienie piersią w ciąży — należy się dopisek, że gdy poród się zaczynał, Natka rzeczywiście  go solidnie podkręciła.

Droga mleczna. Restart laktacji — jakże lepszy początek.

Droga mleczna. Karmienie w tandemie — zapis szaleństwa w szczycie sezonu; 3 miesiące po tym wpisie rozpoczęło się nasze „kalendarium”. Ach, i to zdjęcie, ciągle pamiętam te emocje i pot na plecach.

Droga mleczna. Laktator, smoczki, butelki — opowieść o pewnym pomyśle i jego porażce. Ale bez szkody.

Droga mleczna. Negocjacje — i nasze magiczne klamki.

 

Inne wpisy okołolaktacyjne:

Jak długo można karmić piersią? — zapomniałam o tym tekście. Wciąż się pod nim podpisuję. Planuję rozszerzenie tematu, bo znowu mnie wszystko wnerwia (porady specjalistów).

Krótka instrukcja, jak opanować kryzys laktacyjny — niby z lekkim przymrużeniem oka, ale właściwie to całkiem na serio.

Wygoda karmienia — niezmiennie na tak.

Pomyliłam dzieci — bywa, uroki tandemu. I pierwszy hejt blogowy.

 


Jakie macie doświadczenia, refleksje? Co chcecie wiedzieć o tandemie (bo zdaje się, zamykam temat)?

 

5 komentarzy
  1. 24/04/2017
  2. 27/04/2017
    • 27/04/2017
  3. 07/05/2017
  4. 15/05/2017

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *