Pamiętajcie o… bibliotekach

Miejska biblioteka. W czasach podstawówki byłam dwa razy w swojej rejonowej. Raz: zapisać się i wypożyczyć coś na próbę. Dwa: oddać. Nie wróciłam tam więcej, to miejsce było ponure, dziwne i nieprzyjazne. Wolałam swojską szkolną bibliotekę, a zresztą książek w domu zawsze było pod dostatkiem. W czasach już dorosłych, ale jeszcze nie tak bardzo (postudenckich, ale przeddzieciowych), poszłam zapisać się znowu do rejonowej biblioteki. Innej, bo rejon się zmienił. Znowu: szaro, buro i gumoleum. Książki obdrapane, co lepsze zawsze nieobecne na półkach, a reszta obłożona okładkami z szarego brystolu. Byłam chyba ze dwa razy i mocno się zniechęciłam. Nic dziwnego, myślałam sobie, że chcą likwidować biblioteki. Na co komu takie przeżytki.

To było w Łodzi, kilka lat temu. Mam nadzieję, że teraz się zmieniło i miejsce nadąża za czasem.

Dziś mieszkam we Wrocławiu, mam uwielbiające książki dzieci i ograniczone zasoby przestrzenno-finansowe co do gromadzenia kolejnych tomiszczów, a nawet małych tomiszczków. I to się złożyło na naszą pierwszą wizytę w bibliotece miejskiej.

Miejska Biblioteka Publiczna we Wrocławiu — jak to działa?

MBP to przede wszystkim sieć bibliotek (filii). Zakładam bezpłatnie kartę w jednej, a mam prawo wypożyczać książki w każdej. Przez internet sprawdzam sobie dostępność tytułów i ich lokalizację. Jeśli szukana przeze mnie pozycja jest wypożyczona, mogę ją zamówić — wtedy po zwrocie będzie przez kilka dni na mnie czekała. Trochę jestem rozpieszczona bibliotekami uniwersyteckimi (łódzką i wrocławską), w których książki można zamawiać nawet wtedy (a właściwie głównie wtedy), gdy są dostępne na półkach i w pół godziny później je sobie odebrać od pani w okienku.

Tutaj jest inaczej, jak to w bibliotekach miejskich — półki ogólnodostępne, podpisane, pogrupowane według różnych kluczy. Idzie się wybierać na spontanie. A jeśli z dwójką maluchów — to na przyspieszonym spontanie.

Mogę wypożyczyć 5 książek (papierowych lub audio) w jednej filii. Maksymalnie mogę mieć na stanie 15 książek, jeśli pozbieram je po różnych filiach.
Mogę je trzymać przez miesiąc. Mogę przedłużyć (osobiście, telefonicznie lub przez internet) o kolejny miesiąc, o ile nikt ich nie zamówił.
Biblioteka wypożycza także gry planszowe (2 sztuki), filmy VHS, DVD (2 sztuki) i płyty muzyczne (2 sztuki) — zdaje się, że filmy i muzykę po wykupieniu abonamentu. Cała reszta jest za darmo.

Więcej informacji w FAQ MBP.

Z dziećmi do biblioteki

W końcu się odważyłam zabrać moje dzieci. Mieliśmy już pierwszą samodzielną wyprawę autobusem za sobą, więc uznałam, że może ogarnę. Czas nie był sprzyjający, bo środek zimy i śniegu dużo, więc warstw do ubrania się namnożyło. Wybraliśmy filię o możliwie nieskomplikowanym dojeździe. Wchodzimy. A tam kulki. Dwie wiszące z sufitu przezroczyste kulki do bujania i czytania. Czysto, kolorowo, radośnie. Kilkanaście regałów książek dla dzieci. Kącik dywanowy dla najmłodszych, małe stoliki i krzesełka. I świetne książki. Nie jakieś stare, zniszczone i wysłużone. Niektóre udaje nam się złapać prawie że nowe. Zresztą jest osobny regał z nowościami dla dzieci.

Wyglądało to tak, że dzieci zapakowałam w kulki, rozhuśtałam, a sama zaczęłam szukać, patrzeć i przeglądać.

Na pierwszy raz zabrałabym ze sobą ze 20 książek, a nie 5. Byłam oszołomiona, że w miejskiej bibliotece może być tyle świetnych tytułów. W końcu dokonałam selekcji, zgarnęłam dzieci z kulek i pożyczyliśmy naszą pierwszą piątkę.

Cała wyprawa zajęła nam 2 godziny, co oceniam jako „sprawnie+”. Oszacowałam, że damy radę regularnie to kontynuować.

Pierwsze łowy

Na nasz pierwszy wypożyczony zbiór książek złożyły się:

  • Pomelo się zastanawia
  • Pomelo wyrusza za mur ogrodu
  • Basia i gotowanie
  • Opowiem ci mamo, skąd się bierze miód
  • O chłopcu, który wpadł do książki

Największą furorę robiła oczywiście Basia, bo to jest najukochańsza bohaterka Natki i ta fascynacja zasługuje na osobny wpis. Od tej pory przy każdej wizycie w bibliotece bierzemy jedną Basię i cztery inne książki.

Pomelo mnie zaskoczyło, całym sobą mnie zaskoczyło. Natka chyba to wyczuła, bo zdaje się, że obie miałyśmy dystans do tego stworka i całej narracji. Ale szybko przełamałyśmy lody i polubiłyśmy się z obiema książkami. Natalia często mi je przynosiła do czytania, oglądania i opowiadania. Bo to takie książki zapraszające do dyskusji o różnych naprawdę różnych i dziwnych rzeczach.

Skąd się bierze miód, mimo że w mojej ocenie świetne — nie miało dużego wzięcia. Tym bardziej dziwne, że Natka uwielbia miód i pszczoły (za to, że go robią). Ale coś nie zagrało. O chłopcu, który wpadł do książki także szału nie zrobiło. Mnie osobiście podobało się bardzo, ale jednak poziom abstrakcji nie dostosował się do wieku moich dzieci.

biblio#00

Odnajduję w wypożyczaniu szansę na pogodzenie braku miejsca w mieszkaniu z chęcią czytania wszystkiego. Nie muszę kupować książek, które się nie spodobają dzieciom. Możemy je sobie wypróbować. A potem wymienić na inne, i inne, i kolejne. Na szczęście Natalia zrozumiała ideę wypożyczania i oddawania — nie ma z tym problemu. Czasem, gdy przypominam, że wkrótce pojedziemy oddać książki do biblioteki, to przegląda jeszcze raz te rzadziej czytane. A potem bez żalu oddaje. Zawsze możemy do najulubieńszych wrócić i wypożyczyć je jeszcze raz. Widzę też, jaką ma frajdę, kiedy sama decyduje, którą Basię weźmie ze sobą. Przegląda je na miejscu, odkłada, bierze następne i podejmuje decyzję. Ogólnie mam poczucie, że uczymy się czegoś ważnego. Czegoś, co — tym razem mam nadzieję, że nie zostanie zlikwidowane.

Naszych pierwszych zbiorów bibliotecznych nie dokumentowałam szczegółowo, bo niedawno dopiero wpadłam na ten pomysł. Otwieram blogowy cykl biblio#, w którym pokażę Wam, co wyłowiliśmy i czy nam się to podobało, czy leżało odłogiem. Naprawdę cenię sobie to, że bez żalu biorę książki, które mogą okazać się kiepskie!

We Wrocławiu jest kilkadziesiąt filii MBP. Mam zamiar sprawdzić razem z dziećmi je wszystkie.

Bonus elektroniczny

Na koniec jeszcze jeden powód, dla którego warto korzystać z bibliotek. Czasami, a tak jest w przypadku wrocławskiej MBP, mają one podpisane umowy z czytelniami elektronicznymi. Na przykład my mamy dostęp do kilkunastu tysięcy ebooków i audiobooków w ofercie Legimi, absolutnie za darmo. Do czytania na komórkach, tabletach i czytnikach (czytników nie mam rozpracowanych). O, na przykład słuchamy sobie audiobooka Kubusia Puchatka (czyta Janusz Gajos). Imponujące.

 

 

Pamiętajcie o bibliotekach.

1 komentarz
  1. 19/05/2017

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *