W duchu Montessori…

w duchu montessoriO Marii Montessori i jej koncepcji pedagogicznej robi się ostatnio coraz głośniej. Albo tylko mi się tak wydaje, bo wtopiłam się w temat i siłą rzeczy moja uwaga skupia się właśnie na nim. Ale chyba nie. Nowe przedszkola (a nawet żłobki i szkoły) montessoriańskie powstają jak grzyby po deszczu — przynajmniej we Wrocławiu. Niektóre z prawdziwego zdarzenia, inne tylko z nazwy (i ceny). Tak, wydaje mi się, że zaczyna panować moda na Montessori.

Przyglądam się temu z zaciekawieniem. Z jednej strony to bardzo dobrze, bo uważam, że Maria Montessori stworzyła coś fantastycznego. Jej pomysły wyprzedzały swoją epokę i… wciąż wyprzedzają, mimo że mają już ponad wiek. Wciąż nie mogą się przebić przez skostniały system, ale to temat na osobny długi post.

Z drugiej strony widzę ogromne niezrozumienie. Ja się nie dziwię, bo naprawdę bardzo ciężko dowiedzieć się czegoś konkretnego z sieci czy nawet z tych kilku ledwie książek wydanych w Polsce. Sama nie mogłam przez to przebrnąć i dlatego zdecydowałam się na podyplomówkę, na którą poszłam z praktycznie zerową wiedzą. Teraz jestem mądrzejsza o jeden kurs, choć tak naprawdę to tylko wierzchołek góry lodowej.

Sprawa dotyczy tego, że wszyscy chcą mieć i być w duchu montessori (mała litera celowo). A ponieważ wiedza internetowa obrosła już w pewne legendy na ten temat, to dochodzi do wielu absurdów. Poniżej kilka przykładów.

Zabawki drewniane w duchu montessori

Na grupach pada mnóstwo pytań o dobór zabawek, które będą w duchu montessori. Panuje przekonanie, że jeśli coś jest drewniane, to jest montessoriańskie. To tylko ćwierć prawdy. Marii Montessori nie śniły się plastikowe cacuszka dla dzieci, a o grająco-świecących nie wspomnę. Swoje materiały do pracy projektowała na początku XX wieku, miała do dyspozycji głównie drewno — i tak, to prawda, że większość jej pomocy dla dzieci jest drewniana. Ale drewniane autko nie jest zabawką montessoriańską. Ani drewniane domki dla lalek. Ani tory, pociągi, wózki, pchacze, pieski na sznurku i kaczki na patyku. Powiem więcej: w pedagogice Montessori zabawek nie ma wcale. Dzieci mają do dyspozycji pomoce lub inaczej materiały — do pracy.

Edukacyjne zabawki drewniane w duchu montessori

Krok dalej. Skoro zabawki nie, to może coś przydatnego, pożytecznego… edukacyjnego. Obowiązkowo drewnianego. Puzzle, układanki, sortery. To wszystko bardzo ciekawe, ma szansę zaciekawić dziecko i zająć na dłużej, a i wnieść coś dobrego do jego rozwoju. Ale po co od razu doczepiać metkę „montessori”?

Tęcza, domek z zamkami, tablice manipulacyjne…

Utarł się pewien żelazny zestaw, który należy w domu mieć, żeby móc w ogóle mówić o duchu montessori w domu. Drewniana tęcza (mamy), domek z zamkami (mamy), tablice manipulacyjne (nie mamy) nie są pomocami montessoriańskimi. Tęcza pasuje bardziej do pedagogiki waldorfskiej, domek i tablica nie spełniają kryterium izolacji trudności (kilka różnych umiejętności do opanowania na jednym materiale).

 

 

Drewniana zabawkowa kuchnia

Minikuchnie do zabawy także zyskały łatkę montessoriańskich. Bo dziecko ma podczas zabawy uczyć się i naśladować dorosłe czynności i prace. Gotowanie, krojenie, mycie. Tylko że to jest na niby. Tymczasem dzieci w przedszkolu (patrz też: Co widziałam w przedszkolu Montessori?) kroją prawdziwymi nożami prawdziwe banany, obierają świeże marchewki, rozkrajają i częstują chrupiącymi jabłkami. Same przygotowują sobie śniadanie, same po sobie zmywają szklanki, talerze i sztućce.

To jest ta różnica między drewnianą zabawką a montessoriańskim materiałem do pracy.

Łóżko domek

To kolejny mit, że montessoriańskim dzieciom należy przygotować bardzo modne łóżko domek. Korzenie rzeczywiście są montessoriańskie, tylko jak zwykle urosło dookoła nich zbyt wiele interpretacji. Zaczęło się od tego, żeby przygotować niemowlętom, które zaczynają być ruchliwe i samodzielnie się przemieszczać, miejsce wypoczynku (głównie snu), które będzie dla nich dostępne — w obie strony. Szczerze, nie mogę dokopać się, czy to oryginalny pomysł i zalecenie Marii Montessori, czy już któryś tam etap głuchego telefonu. Pomysł iście montessoriański: pozwolić niemowlęciu samodzielnie odkrywać swoje otoczenie, schodzić z łóżka bez awantury pt. „wyjmij mnie stąd” i wchodzić, gdy najdzie ochota i dopadnie zmęczenie.

I ta idea połączyła się z modą na budowanie tych domków nad materacem. Jasne, idea zostaje zachowana, ale zaręczam, że sam materac wystarczy. A dla większego dziecka zwyczajne łóżko z barierką, z którego samodzielnie będzie potrafiło zejść i wrócić — też będzie w duchu Montessori.

 

 

Jak być bardziej w duchu Montessori?

Nie musisz wertować internetu w poszukiwaniu gadżetów, które sprawią, że twój dom (pokój dla dziecka) będzie zgodny z ideą Montessori. Wystarczy kierować się kilkoma zasadami „w duchu Montessori”, dzięki którym samemu odpowiesz sobie na pytanie, czy musisz to kupić, żeby stworzyć montessoriańskie otoczenie.

Pomóż mi to zrobić samodzielnie

To najczęściej przywoływana idea montessoriańska. To właśnie takie zdanie usłyszała Maria Montessori od swojego podopiecznego i to ono wyznaczyło kierunek jej poszukiwań. Nie wyręczaj dziecka, kiedy naprawdę tego nie potrzebuje.

Nigdy nie pomagaj dziecku w zadaniu, co do którego czuje ono, że sobie z nim poradzi. Maria Montessori

Trzymaj ręce między pupą a siedziskiem krzesła — kiedy twoje dziecko próbuje zapiąć zamek błyskawiczny, kiedy postanawia pokonać skarpetki, kiedy mierzy się z pokrojeniem banana. Pokaż mu sposób, wesprzyj, kiedy okaże się to za trudne i istnieje ryzyko, że doprowadzi na skraj irytacji. Nie wyręczaj.

Zawieś wieszaki nisko, aby dziecko mogło samo odwiesić ręcznik albo kurtkę. Jeśli dopiero wykańczasz mieszkanie, zamontuj włączniki światła niżej niż normalnie się je instaluje.

Otwarte regały

Zamiast komody, szuflad, zbiorczych pudeł na zabawki — zostaw półki i regały, do których zawsze twoje dziecko będzie miało dostęp. Popakuj zabawki (no nawet zabawki!) w osobne koszyki i naucz odkładać po skończonej zabawie.

Błędy

Pozwól na błędy. Pozwól je popełniać wielokrotnie i nie oczekuj, że dziecko nauczy się po pierwszym razie. Pozwól chodzić w odwrotnie założonych butach (pytany o to ortopeda nie miał nic przeciwko). Pozwól nosić bluzkę tył na przód. Pozwól rozciapać tego banana przy krojeniu.

Izolacja trudności

Jeśli samemu kompletujesz zabawki, pomoce i materiały do pracy, zastanów się samodzielnie nad każdą z nich. Czego uczy i w jaki sposób. Montessori pilnowała, aby każdy materiał służył wyrobieniu sobie jednej umiejętności. Osobno zapinanie guzików, osobno agrafek. Osobno nauka kolorów, osobno ich cieniowanie. Osobno kształty, a osobno figury.

 

 

Wychowanie kosmiczne i ekologiczne

Pokaż dziecku, że jest częścią wszechświata, przyrody i cywilizacji. Zamiast szukać idealnej układanki montessoriańskiej o liściach, idźcie do parku i poprzytulajcie drzewa. Po deszczu wyjdźcie pochlupać w kałużach i opowiedz, dlaczego teraz jest pełno ślimaków i dżdżownic. Dowiedz się tego.

Pokaż cykl życia. Wysiejcie zioła do doniczek albo chociaż kiełki na watę (lub w kiełkownicy). Załóżcie akwarium. Pozwól, by w otoczeniu było dużo przyrody, a nie tylko pomoce i zabawki edukacyjne.

Prawdziwe zamiast zabawkowego

Zamiast zabawkowej kuchni — prawdziwe gotowanie. Zaufaj dziecku, pokaż i pozwól popełnić błędy. A potem posprzątajcie. Jeśli chcesz być w duchu Montessori, zamiast zabawki kup lub zrób kitchen helper albo dostaw do blatu krzesło.

Zamiast najbardziej drewnianych torów kolejowych i wagonów — przejedź się z dzieckiem pociągiem. Zapewniam, że takie doświadczenie przenosi zabawę kolejką w nowy wymiar.

Dlaczego?

Zawsze, ale to zawsze zadawaj sobie to pytanie: dlaczego?

Dlaczego chcesz to zrobić w ten sposób, w czym to ułatwi dziecku życie? Dlaczego chcesz kupić ten przedmiot, czego się dziecko dzięki niemu dowie? Dlaczego dziecko popełnia wciąż ten sam błąd? Może nie jest gotowe, może jest jakaś wada, może trzeba coś zmienić? Dlaczego dziecko nie bawi się tym, co naszykowałeś?

Dlaczego, dlaczego, dlaczego.

Na pierwszych zajęciach na kursie dostałam przykaz, aby to pytanie towarzyszyło mi już zawsze, kiedy jestem z dzieckiem. Bombarduję się tym pytaniem (choć wiem, że odpowiedzi nie zawsze przychodzą od razu).

 

Czy u nas widać ducha Montessori?

Od razu mówię: wejdziesz, a nie zobaczysz. Dwa dolne rzędy regału udało mi się wyswobodzić z książek i są tam teraz — tadam — zabawki dzieciaków. Raczej drewniane, ale jednak zabawki. Dlaczego? Dlatego że migotała taka opcja, że pójdą do przedszkola Montessori i uznałam (na co przytaknęła nauczycielka z tegoż), że kupowanie stricte montessoriańskich materiałów do domu pozbawi dzieci radości z odkrywania ich w przedszkolu. Wizja pójścia do przedszkola na razie się oddala, co z kolei przybliża mnie do decyzji o otaczaniu się tymi pomocami.

Wprowadzam za to pozostałe idee Marii Montessori, o których pisałam wyżej. Natka swoje łóżko dostała, zanim się czegokolwiek na ten temat dowiedziałam. Miała 16 miesięcy i łatwość schodzenia z wysokich łóżek i tapczanów. Ma do dziś łóżko z barierką zapobiegającą spadaniu we śnie (zaiste, przez te 60 cm zostawione na wejście/wyjście też się da wypaść). Nigdy nie siedziała ani nie stała za barierkami łóżeczka niemowlęcego w oczekiwaniu na wyjęcie. Spała w takim zresztą przez miesiąc, a potem już tylko z nami. A gdy zaczęła się przemieszczać, to pierwsze co, nauczyłam ją bezpiecznie z łóżka schodzić. I w moim odczuciu to jest bardziej „w duchu” niż idea łóżka domku. Co faktu, że te łóżka mają swój urok i dzieci za nimi szaleję — nie zmienia.

Pozwalam na te słynne odwrotnie założone buty. Natka po roku zaczęła zwracać uwagę na prawy i lewy. Po roku! Pokazałam, jak najprościej założyć dobrze, a gdy pyta, proszę, by wstała i poczuła, czy jest normalnie czy dziwnie. Rok chodziła w butach „jak wyszło” i obie wysłuchałyśmy wielu zatroskanych obcych osób, bo buciki są źle założone. Ale założone i to samodzielnie!

Dzieci z nami gotują, włączają pralki, zmywarki, miksują, zamrażają, tłuką szklanki i karmią rybki. Leon lubuje się w podlewaniu balkonowego ogródka, a i sąsiadka z dołu się cieszy, bo wszystko leci na jej doniczki. No tak po prostu żyjemy wspólnie z dziećmi i tworzymy de facto dziecięcy dom.

Pominęłam jeden (ale nie jedyny) absolutnie ważny element tej układanki, bo jest moją piętą achillesową i nie śmiem go nikomu wciskać, zanim sama się z tym nie uporam. Porządek. Jedno z głównych założeń, u mnie nie do przejścia. Szukam przyczyny, jak znajdę, dam znać. Ale dzieci mają czasem przebłyski (nieproszone o to przeze mnie), żeby odłożyć z powrotem na półkę.

 

Co chcę przez to powiedzieć — puenta

Ducha Montessori szukaj w sobie, przekaż go dziecku. A gadżety zdążysz kupić.

 

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *