Wegańska teoria umysłu

Konferencja

Wczoraj był dobry dzień. Pierwszy raz od nie pamiętam, naprawdę nie pamiętam kiedy, byłam zupełnie gdzie indziej niż moje dzieci, i nie było to tak, że ja w kuchni, a oni na balkonie. Nie, nie. Ja byłam 8 kilometrów dalej! Przez 9 godzin!

Ale umówmy się. Gdzie mogła być matka, która jeśli wieczorem da radę otworzyć książkę, to jest to poradnik? Oczywiście, że na konferencji byłam, oczywiście że w tematyce rodzicielskiej. Zapisałam się na nią dawno, skusił warsztat „Montessori w domu” i zapomniałam. A była fantastyczna. 3 wykłady i warsztat. No i clou wyjścia z dala od dzieci: gotowy, cieplutki obiad. Wegetariański. Bo zapisywałam się w czasach 5 tygodni na roślinach.

Była Małgosia Musiał (Dobra Relacja) opowiadająca o 5 krokach ku… dobrej relacji (oczywiście), opartej na szacunku, braku kar i nagród. Z humorem i polotem. Bardzo inspirująco. Po więcej odsyłam na blog i do książki.

Była Anna Mazek (Flow Pracownia Relacji) rozpracowująca i oswajająca z tematem agresji, w koncepcji Jespera Juula. O, jak mi tego było trzeba, bo ledwie tydzień wcześniej dodałam sobie skrzydeł i spuściłam ciśnienie z bańki, przeczytawszy książkę Juula Agresja — nowe tabu. Dostałam przypomnienie, rozszerzenie i rozwianie wątpliwości. Już się tak nie stresuję relacjami moich dzieci. Wiem, że TO MINIE, kiedy zostaną nastolatkami (co zrobisz).

Był warsztat Montessori w domu z Iwetą Szolc, na którym po raz kolejny okazało się, że o Montessori można mówić i mówić i nigdy się w czasie nie zmieścisz. I choć może nie doszliśmy do samiuteńkiego sedna, to dostałam odpowiedzi na moje niezadane pytania. Od prowadzącej i od uczestniczek. I dlatego właśnie było warto.

I na koniec było mocno. Anita Janeczek-Romanowska (Być Bliżej). Odczarowała mi psychologię jako naukę. Zakręciłam się tak jakoś i od dawna nie ufałam psychologom i ich poradom. Chyba że znajdowałam takich, którym w sercu grało to co i mnie. Ale miałam jakieś takie przekonanie, że to dysydenci, że żeby mówić to, co mówią, to musieli odciąć się od oficjalnych psychologicznych stanowisk. Tymczasem na tym wykładzie dostałam mnóstwo psychologii naukowej, eksperymentów, badań i faktów. Z których MOŻNA ulepić bliskościowe rodzicielstwo.

Zatrzymam się na chwilę przy tym wykładzie. Bo już sam tytuł na początku stawiał mnie w stan czujności i pewnego sceptycyzmu. „O rozwoju emocjonalnym dziecka od 0 do 8. roku życia”. Czyli tabelki, widełki itakdalej. Tymczasem na samym początku dostaliśmy ogromny slajd prezentacji krzyczący, że KAŻDE DZIECKO JEST INNE. No. Ja to wiem, ja to na co dzień dobitnie widzę, mnie się wszystkie tabelki i widełki rozjeżdżają każdego dnia już przy śniadaniu. Na obu krzesełkach.

Wzięłam dla siebie z tego wykładu to: w rozwoju dziecka do 6. roku życia dzieje się miliard różnych spraw. Kiedyś muszą się przecież zadziać, a ten akurat okres jest najintensywniejszy. Gdy nałożymy na to filtr rodzica, to dostaniemy sinusoidę przetrwania. Raz jest pięknie, raz pod wozem. Jak z dwulatkiem idzie wytrzymać, to dwuipółlatek da ci popalić. Jak pomyślisz, że trzylatek się ogarnął i teraz to już z górki, to trzyipółlatek zrzuci ci koronę na bruk. I obleje soczkiem.

Pocieszające. Że wszyscy mają to co ja. I że w końcu minie.

Skupiwszy się na tematach dwu- i trzylatkowych, zapamiętałam mocno opis pewnego eksperymentu. Uwaga, spróbuję go odtworzyć.

Eksperyment

Badacz zaprosił na badanie dwie grupy dzieci. Trzylatków i czterolatków. Indywidualnie. Siedział przy stole, miał naszykowane pudełko od kredek, w którym schowane były… świeczki urodzinowe.

Badacz pyta trzylatka: Co mam w pudełku?
Trzylatek: Kredki.
Otwierają. Dziecko widzi świeczki. Rozmawiają chwilę. Na stole sadza pluszaka Snoopy’ego.
Badacz: Jak myślisz, co Snoopy myśli, że mam w pudełku?
Trzylatek: Świeczki.

Rozumiecie?

Badacz pyta czterolatka: Co mam w pudełku?
Czterolatek: Kredki.
Otwierają. Dziecko widzi świeczki. Rozmawiają chwilę. Na stole sadza pluszaka Snoopy’ego.
Badacz: Jak myślisz, co Snoopy myśli, że mam w pudełku?
Czterolatek: Kredki.

Różnica?

Czterolatek potrafi postawić się na czyimś miejscu. A trzylatek uważa, że wszyscy uważają to samo co on. Nie wie, że Snoopy nie widział tych świeczek.

I to się nazywa teoria umysłu — i jest drzwiami do empatii.

 

Wegańska teoria umysłu

I wracam na grunt i łono rodzinne po konferencji. Pełna obaw, jak sobie poradzili (rewelacyjnie). I zanim zdaję relację z tego, co ważne dla mnie było tego dnia, to słyszę relację Tomka, z Biedronki.

Natalka chciała wiedzieć i zastanawiała się, czy śwince było przykro, kiedy ją pakowali do parówek.

Jaka rodzina, taka teoria umysłu, ot co.

 

 

 

PS A na konferencję warto było jechać, bo wylosowałam udział w następnej. Też z obiadem, choć nie wiem, czy wege.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *