Kiedy było jutro? Planowanie z dziećmi

Ja i moje plany

Jestem noga z planowania. Cóż, to kolejna moja nieumiejętność, do której się przyznaję w krótkim czasie. Ale tak. Wszystkie moje kalendarze książkowe były zapełnione maksymalnie do połowy lutego. Kalendarze elektroniczne (online, offline, wszelkie) świeciły pustkami. Co ciekawe, ważne terminy wraz z godzinami przechowuję w głowie i po prostu nie muszę tego pamiętać. Ale czym innym jest wpisywanie wydarzeń do grafiku, a czym innym samo planowanie, rozpisywanie etapów, wizja celu, projekty. Tego nie umiem, zwykle idę na żywioł.

Trochę się to zmieniło, od kiedy znam mojego męża, który z kolei potrzebuje zapisać każde wydarzenie, spotkanie, wyjście, urodziny — bo wie, że bez tego nie zapamięta. Co więcej, zapisuje to i elektronicznie, i w kalendarzu książkowym, i jeszcze naszym rodzinnym (ze zdjęciami dzieci) wiszącym w kuchni. Kiedy więc zaczęłam na powrót być sobą, Magdą, a nie tylko mamą, i czasem gdzieś sobie chcę wyjść (bez przesady znów z tą częstotliwością), to wiem, że muszę zawczasu umieścić o tym adnotację przynajmniej na tym rodzinnym kuchennym kalendarzu (stamtąd wpis trafi do pozostałych miejsc).

Planowanie tygodnia – na próbę

Tymczasem, jakkolwiek jestem w tym mało ogarnięta, mniej więcej rok temu na próbę stworzyłam tygodniowy plan rysunkowy dla dzieci. Chciałam zobaczyć, czy i jak się nam to sprawdzi, bo zauważyłam, że męczą mnie pytania “a co dziś robiiiiiimy?”, “a co będzie jutrooooo?”. A ja zwykle działam z czystego lenistwa. Postanowiłam sprawdzić, czy taki spisany ramowy plan dzieciom ułatwi poruszanie się w czasie.

I tak się stało. Pierwszy plan narysowałam spontanicznie za pomocą mazaka i linijki. Kilka następnych też, aż lenistwo wzięło górę i stworzyłam plan do wydruku. Dzieci były zachwycone. Rysowaliśmy sobie nasze plany, w sposób bardzo symboliczny. Plany obejmowały wydarzenia inne niż te codzienne, to znaczy nie umieszczaliśmy (i dalej nie robimy tego) rutynowych czynności w stylu mycie zębów rano, gotowanie obiadu, czytanie książek i tym podobnych. Ale już na przykład cosobotni rodzinny wieczór filmowy dostał swoje miejsce w odpowiedniej rubryce. Albo, mimo że plan obejmował aktywności dzieci, czułam potrzebę zaznaczania w nim mojego czasu na odkurzanie — żeby nie było, żeby nie umknęło ani mnie, ani im.

Co się zadziało?

  • Dzieci z dnia na dzień przestały zasypywać pytaniami o to, co będziemy robić, kiedy będzie jutro, kiedy będzie piątek.
  • Zaczęły rozumieć pojęcia jutro, wczoraj, pojutrze, przedwczoraj. (Dzisiaj Natka potrafi bezbłędnie powiedzieć “popopopojutrze”, kiedy w poniedziałek mówi o sobocie).
  • Pamiętają znaczenie często mocno symbolicznych rysunków.
  • Włączają się w planowanie (zgłaszają swoje pomysły).
  • Dziś większość rysunków wykonują sami (Natalia głównie). Co w sumie nie przełożyło się na wzrost pokraczności tychże.
  • Kiedy chcą wiedzieć, co dziś będziemy robić, sami sobie sprawdzają, zamiast pytać wciąż mnie.
  • Nie muszę przypominać, że jutro jest z jakiegoś powodu ważny dzień i należy się spiąć od rana, żeby zdążyć gdzieś dojechać (co jest szczególnie istotne, odkąd poruszamy się transportem zbiorowym).
  • Często budzą się rano i od razu już wiedzą, co to za dzień i jakie wydarzenie z nim się wiąże.
  • Bezbłędnie wskazują na planie poszczególne dni tygodnia. Po prostu orientują się, gdzie są dziś i gdzie który dzień ma swoje miejsce.

Co się nie zadziało?

  • Mimo ostatniego punktu powyżej nadal nie potrafią wyrecytować po kolei nazw dni tygodnia. Nigdy ich tego nie uczyłam i nie zamierzam. Sprawdzę, czy sami do tego dojdą.

Jak planowaliśmy?

Na przestrzeni tego roku nasze plany ewoluowały. Na początku ja nakreślałam symbolicznie wydarzenia, często sama je kolorowałam. Z czasem przejęła to Natka, najpierw zamaszyście obdzielając kolorem kredek olejnych, stopniowo precyzując ruchy ku kolorowaniu długopisami, po dziś, kiedy wiele rysunków wykonuje sama. Leon nie jest tak bardzo zainteresowany pracami plastycznymi, ale zawsze z uwagą i zaciekawieniem uczestniczy w naszym planowaniu. Czasem coś skubnie kolorem.
Co konkretnie rysujemy:

  • Czasem narysujemy jakąś postać. A to jedziemy do babci, a to babcia przyjeżdża do nas. Czasem odwiedzi nas ciocia, czasem my idziemy do koleżanki z osiedla.
  • Czasem rysujemy miejsce: park, kino, restauracja. To są najczęściej symbole (kolejno: drzewo, projektor, nóż i widelec).
  • Czasem jest to jakaś czynność: jeździmy na rolkach, jedziemy przyczepką rowerową, pojedziemy pociągiem na basen.

Rysunki wyglądają różnie, mój poziom plastyczny niewiele jest wyższy od poziomu Natalki. Ale to nieważne. Nieważne jest to, kto i jak artystycznie umaluje nasz tydzień. Jak będą wyglądać osoby, jak wydarzenia. Najważniejsze jest to, że robimy to wspólnie i znamy każdy bohomaz naszego planu i wiemy, co on oznacza.

Od kiedy planować z dziećmi?

Dzieci uczą się czuć czas. Idzie im to wolniej, niż zwykle oczekujemy. Widzę dokładnie różnicę między trzy- i czterolatkiem. Kiedy Natka bryluje popopojutrzami, Leon wciąż uważa, że jutro jechał pociągiem. Wie, że dzwonią, ale ciągle odwrotnie. Pewne jest jednak to, że na tym etapie wyszli już z tkwienia w tu i teraz i mają szerszą perspektywę czasową. Myślę więc, że takie rysunkowe planowanie sprawdzi się nie wcześniej niż u trzylatka (Leon miał 2,5 roku, gdy zaczynaliśmy, i był średnio zainteresowany).

Plan na przyszłość

Mam przy okazji nadzieję, że okaże się to dobrym zaczynem dla przyszłego samodzielnego planowania sobie tygodnia, miesiąca, projektów, edukacji i tak po prostu — życia. Ja się teraz dopiero przekonuję, że nawet jeśli zaplanuję sobie coś w najprostszy, najbardziej minimalny sposób, to jestem plus sto do przodu, jeśli chodzi o skuteczność. Życzyłabym sobie, żeby oni umieli to robić wcześniej.

Nasze plany dla Was

Przygotowałam dla Was kilka skanów naszych planów, dawnych i nowych. Na końcu znajdziecie też link do pobrania planu do wydruku — takiego, jaki spreparowałam dla nas. Ma dni tygodnia pisane fontem szkolnym, z samym obrysem, bo Natka uwielbia te litery wypełniać kolorem długopisów żelowych — a co przy okazji jest rewelacyjnym treningiem dla ręki i koordynacji. Bo u nas wszystko przy okazji i bez ciśnienia. Śmiało bierzcie i podajcie ideę dalej. Dzieci naprawdę się w to wkręcają.

Podpisy pod

Jeden z pierwszych planów. Rysowany mazakami. Szliśmy do kina na Basię, jechaliśmy pociągiem na wycieczkę do parku z pawiem.

Tu widać moje nieudane podejście do odkurzacza w poniedziałek, wielkie plany robienia kwiatków z bibuły, co nam nie wyszło. Malowanie pisanek, wielką sobotę gotowania i słoneczną według prognoz Wielkanoc (rysunek przedstawia niepohamowany entuzjazm artysty z powodu prognoz, które niestety się nie sprawdziły. Za to 2 dni później zrobiło się lato, pamiętam to).

Niektóre plany mają swoje drugie życie, wiele zostało powycinanych. Ten dostąpił zaszczytu pomazania „w deszcz”. Pod tą warstwą widać wciąż dwukrotne urodziny Natalki, wycieczkę pociągiem na basen, filmowy wieczór i niedzielę bez planów. Bo to nie jest tak, że plan mamy zawsze i na każdy dzień. Nie, często improwizujemy, choć dążę do tego, żeby zaplanowane wydarzenia pozostały niezmienne – żeby zachować poczucie ważności tego, co wspólnie tworzymy.

Czasami Natka na bieżąco skreśla minione dni. Czasami o tym zapomina, ale nie zaburza to jej orientacji w czasie. Widać tu kaligrafowane długopisami dni tygodnia i kolorowane z pieczołowitością obrazki. W poniedziałek biegliśmy do zoo, w niedzielę rozbieraliśmy choinkę. Powtarzające się w środku tygodnia ludziki to nasze spotkania plemienne, o których pisałam [tu].

Czasem do planowania włącza się Tomek. Oto czwartkowy zarośnięty jaskiniowiec, który udaje się z wizytą do fryzjera. W sobotę było zaplanowane rodzinne wyjście do restauracji z powodu pierwszej rocznicy naszego ślubu, ale że 75% ekipy się rozchorowało, to nic z tego nie wyszło (bo czasem plany biorą w łeb), ale na noc zgodnie z planem i po kilkudniowym przypominaniu rodzice udali się na nocleg poza domem, zostawiając potomstwo z połową ekipy babć i dziadków (strzałki) na noc.

A to już bardzo schludny, precyzyjnie pomalowany i podpisany plan.

A od niedawna nasze plany wyglądają bardziej tak. Udział rysunków Natki zwiększa się. Nawet pogodę na piątek zaplanuje, drzewa w parku zazieleni i dachówki narysuje. Pojawiają się autorskie podpisy, to czas wystrzału liter i pisania (choć czytania nie).

Na koniec zgodnie z obietnicą zostawiam gotowy plan tygodniowy do wydrukowania. Można śmiało się nim dzielić. Dajcie znać, czy i jak się u Was sprawdza planowanie. Może macie swoje patenty i tricki jeszcze bardziej to ułatwiające?



[PLAN TYGODNIA PDF]

Jeśli ma ktoś ochotę zgłębić tajemnice organizowania sobie życia, by było takie, jak chcemy, to najlepiej robi to Ola Budzyńska, czyli Pani Swojego Czasu. Tam polecam się udać.

4 komentarze
  1. 02/03/2019
  2. 02/03/2019
    • 12/03/2019

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.