Plemię


Ostatnio olśniło mnie. Zawsze gdy ktoś mnie pytał, skąd się u mnie wzięły chusty i całe to bliskościowe podejście do rodzicielstwa, odpowiadałam, że nie pamiętam, ale to było na bank kilka miesięcy przed ciążą z Natalką. Nie pamiętałam jednak, co takiego sprawiło, że zaczęłam uważać, że chusty i bujanie będą lepsze od spokojnie (hy hy) leżącego dzidziusia w wózku czy łóżeczku.

Trzy dni temu znowu usłyszałam to pytanie i mnie olśniło. Logopedia. Neurologopedia. Szkolenia, kursy, Castillo Morales. Byłam onegdaj na szkoleniu-warsztacie, na którym zobaczyłam pewne elementy metody Castillo Moralesa, zafascynowały mnie i obiecałam sobie, że przyjdzie kiedyś dzień, w którym lekką ręką wydam te kilkadziesiąt tysięcy złotych na pełne szkolenie certyfikacyjne.

W każdym razie Morales oparł swoje badania i wnioski na obserwacji plemion Ameryki Południowej. I gdzieś w tej opowieści o genialnym terapeucie usłyszałam o chustach, noszeniu, mimowolnej stymulacji przedsionkowej (zmysł równowagi) i proprioceptywnej (zmysł czucia głębokiego czy też zmysł orientacji ułożenia swojego ciała) i dobroczynnych ich wpływach na rozwój dzieci.

Potem potoczyło się to dalej, przez Searsów, karmienie piersią, wspólne spanie, ogólne podejście do dzieci i wszystko, co wrzuca się do wspólnego worka dla rodzicielstwa towarzyszącego.

Ale te plemiona…

Te plemiona mają w sobie tyle mądrości. Tyle inspiracji, po którą sięgają zadziwieni (z początku) badacze przychodzący z nowoczesnej cywilizacji. Obok wspomnianego Moralesa jest także Jean Liedloff, która w książce W głębi kontinuum zapisała obserwacje i wnioski z pobytu w indiańskiej wiosce. Pomijam wiele wątków, a zostawiam jeden. Życie grupowe.

Z moich miejskich obserwacji życie rodzinne często wygląda tak. Kobieta rodzi dziecko. Mężczyzna znika w pracy. Jeśli nie chcą oddać szybko dziecka do placówki, to ta kobieta siedzi (no pewnie, że siedzi) z tym dzieckiem, albo już nawet z dziećmi, w domu. Na spacer, na plac zabaw, po zakupy. Sprzątanie, gotowanie, kąpanie i pranie. Ona widzi głównie swoje dzieci, a jej dzieci widzą głównie swoją mamę.

Prawie dwa lata temu gdzieś na lokalnej tematycznej grupie fejsbukowej padło hasło „szukam plemienia”. W rozwinięciu chodziło właśnie o koncepcję kontinuum, wspólne życie codzienne. Żeby dzieci miały towarzystwo dzieci i chwilę na samodzielną zabawę, a rodzice (głównie jednak matki) miały wspierające towarzystwo innych matek. I żeby te matki rozumiały, że ich dzieci potrzebują zabawy bez nadzoru.

Marzenie o lepieniu

Na jednym z pierwszych spotkań zapoznawczych rozmarzyłam się na głos o tej idei, snułam wizję wspólnego, plemiennego gotowania, miałam taką ochotę ulepić pierogi bez pomocy małych rączek. Wtedy jedna z dziewczyn uknuła pierwsze kulinarne spotkanie w swoim domu. Zjechało się nas tam chyba sześć, każda z dziećmi poniżej trzeciego roku (z wyjątkiem mojej Natki) i naprawdę ulepiłam pierogów na dwa dni. Dzieci gdzieś przepadły, ktoś ich doglądał, a ja z medytacją w głowie lepiłam. Ba, ja im pięknie zalepiałam brzegi. Wyszły genialne. Swoją drogą były to wegańskie ruskie pierogi z Jadłonomii, bo wtedy akurat pierwszy raz w życiu przez pięć tygodni nie jadłam nic oprócz roślin. Pamiętam, że wracałam z tego spotkania wykończona. Staniem, lepieniem, Leonem w nosidle, zmęczoną Natką u nogi i byłam przeszczęśliwa. Nie wiem, czy znajduję drugi taki dzień w pamięci (nawet wśród moich pięciu dni samotności ostatniego września), kiedy moja rodzicielska głowa tak by odparowała ze wszystkiego.

Od tamtej pory spotykałyśmy się w większym lub mniejszym gronie dość często u kogoś na wspólne gotowanie. Zjeździliśmy z dziećmi cały Wrocław. Spotkania plemienne przybierały różne luźne formy, nikt nie robił większego problemu z domowego rozgardiaszu. Najlepszy porządek i tak by znikał w ciągu 3 minut od wejścia dzieci. Lubiłyśmy się i ufałyśmy. To była taka relacja, że śmiało można było poprosić o najazd na chatę na wspólne mycie okien (zdjęcie otwierające ten tekst). Albo poprosić o zabranie dziecka choć na chwilę na spacer, bo choróbsko zmogło. Idea plemienia kwitła.

Formalnie, ale wciąż swobodnie

Z różnych względów (niektórzy wyjechali) spotkania domowe się skończyły, ale idea pozostała. Od roku mamy w miarę stałą grupę, mamy swoje miejsce do spotkań z dużą przestrzenią do wybiegania się dzieci. Mamy zbliżone poglądy, dyskutujemy o książkach, myślimy nad edukacją domową, wyjeżdżamy na wieś, pokazujemy dzieciom miasto, parki i place zabaw.

Gdy pokazujemy się publicznie, możemy wzbudzać konsternację. Jedna karmi piersią trzylatka, druga wisi do góry nogami na huśtawce, trzecia na wieść, że jej dziecko zjada kamyczki, odpowiada pewnie „spoko, ona ich nie połyka”, nasze dzieci jesienią biegają bez czapek i kurtek, często boso (piękna pogoda, choć późny październik) wśród oczapkowanych i okurtkowanych innych dzieci, których opiekunowie z pewnością stukają się w czoło*. Dobrze nam.

Każdy z nas jest inny, każdego coś innego przywiodło na tę inną niż utarta droga czasem zwaną ścieżką kariery. Rozumiemy się, nie oceniamy. Możemy przyjść i siedzieć milcząco. Możemy bawić się z dziećmi. Niektórzy pracują w tym czasie. Spotykamy się około trzech razy w tygodniu i odpoczywamy.

To właśnie podczas tych spotkań na dużej sali doświadczyłam po raz pierwszy tego, że ja jestem gdzie indziej, a moje dzieci gdzie indziej i wcale mnie nie potrzebują widzieć przez kilka godzin (pisałam o tym w poście o kreatywności z nudy). Cenimy sobie nade wszystko swobodną zabawę dzieci, czasem podsuwając jakieś narzędzia (farby, ciastoliny, masy plastyczne), nigdy nie narzucając tematu, celu, oczekiwań. Nigdy nie oceniając.

Poszukaj plemienia

Zdziwisz się, że są inni ludzie, rodzice z podobną do Twojej wizją, nieważne jaka by ona była. A jak już się o tym przekonasz, poczujesz, że nie jesteś w tym sam(a), to zobaczysz, jaki to ratunek dla równowagi psychicznej. Ja do dziś całkiem poważnie uważam, że plemię mnie uratowało od szaleństwa.

Potrzeba całej wioski, żeby wychować dziecko.


*Przedstawiony ciąg zdarzeń miał miejsce naprawdę, na placu zabaw w ciągu 10 minut, wśród skonsternowanych spojrzeń osób postronnych.

2 komentarze
  1. 21/02/2019
  2. 16/04/2019

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.