Trzecia ciąża, dwoje starszaków i uwagi na temat różnicy wieku

— Ale to nie jesteście jeszcze wszyscy — taką myśl wypowiedziałam prawie 5 lat temu, pochylając się nad wpatrzonymi we mnie kilkunastotygodniowym Leonem i półtoraroczną Natalką.

To był bardzo intensywny i wyczerpujący czas dla mnie. Powiedzmy szczerze, że trudny. Ale jednak wiedziałam, że to jeszcze nie jest komplet. Wtedy widziałam obok nich jeszcze dwa miejsca do zajęcia. Dziś jedno z nich jest pełne, a co z drugim… to się okaże.

Trzecia ciąża

To była zupełnie inna ciąża niż dwie poprzednie. Wiele okoliczności się na to złożyło: lockdown i związane z nim nagłe unieruchomienie; diagnoza cukrzycy ciążowej i dieta; wizyty lekarskie przez telefon; starsze dzieci na pokładzie i to, że nie znaliśmy płci do samego końca. Niektórym poświęcę osobne wpisy, a dziś podsumuję ją z lotu ptaka.

trzecia ciąża

Jedynym wspólnym punktem z drugą ciążą, był jej termin zakończenia przypadający na sierpień. Po urodzeniu Leonka w 2015 przyrzekłam sobie, że nigdy więcej rodzić latem nie będę (patrz ten wpis: 5 powodów, dla których warto być w ciąży latem). A jednak historia się powtórzyła. Trzeba było widzieć nasze skonsternowane miny nad testem ciążowym… “No to prawie udało się nie trafić w lato”. Wiedziałam, że priorytetowym zakupem z całej wyprawki porodowej będzie dobry wiatrak. I tak od czerwca szumi nam 24 godziny na dobę, w naszym mieszkaniu o 100-procentowej ekspozycji południowej.

Dwoje starszaków

To była inna ciąża niż pierwsza, którą miałam na wyłączność: swoją i męża. Tamta biegła sobie spokojnie, czytałam wszystko, co się dało, na temat porodu i opieki nad niemowlakiem, chodziłam na studia i pracowałam z domu. 

Druga ciąża po prostu się odbyła. Przypadła na 7.–16. miesiąc życia Natalki. Moja głowa była pochłonięta opieką nad córką (łącznie z karmieniem piersią), pisaniem pracy dyplomowej i przygotowaniem do vbac, czyli porodu naturalnego po cięciu cesarskim. W brzuchu, ale jakby trochę obok tego wszystkiego, rósł synek. Natalka była za mała, żeby to pojąć. Zaczynała dopiero rozumieć mowę, a do nadawania była jeszcze daleka droga. Zrozumienie takiej abstrakcji jak:

— Tu w brzuszku jest twój brat, Leon

było poza jakimkolwiek zasięgiem. Nikogo nie widać, nie wiadomo co to “brat”, jak to w środku? Nawet podskakujący brzuch nie wzbudzał żadnej reakcji. Szkoda mi było, że nie mogę z nią dzielić tego czasu i radości.

Sen z powiek spędzała mi wizja zostawienia jej w domu beze mnie na czas porodu i pobytu w szpitalu. Po prostu zniknęłam pewnej nocy z jej świata. Pamiętam tę nieufność w jej oczach po moim powrocie. Pamiętam, że dopiero mleczko sprawiło, że się w tym wszystkim odnalazła.

Trzecia ciąża przypadła pięć lat po drugiej. To znaczy, że dzieciaki mają 6 i 5 lat. I to jest zupełnie inna rozmowa.

Po pierwszym zdziwieniu, po wiadomości, że w brzuszku rośnie mi dzidziuś, otworzyła się fala czułości nade mną, brzuchem, moim zdrowiem i dietą. Wspólnie czekaliśmy na pierwsze ruchy, które przebiją się przez skórę. Dzieci cieszyły się, że dzidziuś (nie wiedzieliśmy, czy to brat czy siostra, więc imieniem się też nie posługiwaliśmy) je kopał, głaskał stopą i wypinał pupę wprost w mój pępek — a ja cieszyłam się, że mogę tym razem przeżywać to razem z nimi.

Z racji pojawienia się pomysłu porodu w domu i rozpoczętych procedur dużo o tym rozmawialiśmy z dzieciakami. Nie wiedziałam, czy chcę, żeby były wtedy w domu, bo jedno, co o sobie w porodzie wiem, to to, że potrzebuję spokoju. Trochę bałam się, że będę się spinać na ich obecność i troskę. Ale one zapałały takim entuzjazmem, że postanowiłam za tym iść. Co z tego wynikło, już wkrótce opowiem.

Mieliśmy cudowne pole do rozmów o tym, skąd się biorą dzieci na świecie, oglądaliśmy namiętnie filmiki z domowych porodów, rozmawialiśmy o tym, jak każde z nich wydostało się na świat (dla przypomnienia: Natalka przez cięcie cesarskie, które nie doczekało się jeszcze rozliczenia w postaci opisu tutaj; a Leon drogami natury, o czym z entuzjazmem donosiłam w tym poście VBAC, czyli rodzić po mojemu).

Tak, takie ogarnięte i kumate dzieciaki w czasie ciąży są fantastyczne. Zresztą po urodzeniu też. Nie karmię w tandemie, nie uprawiam logistyki chusto-wózkowej (wystarczy znieść od czasu do czasu rower), nie muszę wszystkich ubierać, można zająć ich na dłuższy czas, można wygonić na dwór (sami się wyganiają na szczęście). Tak dużo mam z głowy. Ale wiadomo, że nie wszystko.

Wciąż trzeba dać im jeść, ugotować obiad (a mam taką awersję do gotowania po tych prawie czterech miesiącach diety cukrzycowej!). Nadal wypadałoby zaopiekować się ich troskami i trudami kilkuletniego życia. To jest trudne, ale nie tak jak wtedy.

Uwagi na temat różnicy wieku

Idealne i nieidealne różnice…

Gdyby ktoś mnie zapytał, jaka różnica wieku jest idealna, to odpowiem: każda i żadna. Ewentualnie na modłę filozofów: “to zależy”. Prawda jest taka, że pierwszy rok życia mojego drugiego dziecka, a zarazem drugi rok życia mojego pierwszego dziecka (jak to się fikuśnie układa, prawda?) mam wyjęty z życiorysu. Zamykam oczy i nie widzę nic, prawie żadnych wspomnień, trochę błędów ku przestrodze kołacze z tyłu głowy.

Czy teraz jest lepiej? Lepiej. Dzieciaki są dla siebie świetnym towarzystwem, mają absolutnie odmienne temperamenty i potrzeby i jakoś to sobie uzupełniają. Kłócą się, bawią, wspierają i nie wspierają też. Ale są blisko. Zawsze coś się dzieje. Czytam wpis sprzed czterech lat (Co rok prorok) i tak mocno współczuję sobie-tamtej. Dzisiaj już nie czekam na magiczną godzinę 19.00, dzisiaj na sama nadbiega, kiedy nie zdążyłam się jeszcze rozpędzić. Uśmiecham się już tylko na wspomnienie słów, które usłyszałam, że matki, które decydują się na dzieci z bardzo małą różnicą wieku, robią to dla swojej wygody. Dalej nie wiem, co autorka miała na myśli.

trzecia ciąża logomatka

Kim będzie dla nich ich brat? Na razie jest oczkiem w głowie: można go pogłaskać, pogadać do niego głupoty, można wziąć na ręce i zapiąć pieluszkę. O, taka atrakcja w codzienności.

Ale czy to będzie choćby namiastka takiej relacji, jaka ich łączy? Nie wiem, mam obawę, że ten najmłodszy będzie sam. Dlatego nie mówię “nie” czwartemu miejscu w stadzie. Ale gdybym miała odpowiedzieć na pytanie, gdybym mogła zdecydować tu i teraz, po jakim czasie to miejsce wypełnić, to, dalibóg, nie wiem.

Każda i żadna różnica jest idealna. To zależy.


* zdjęcie brzucha pochodzi z sesji ciążowej przy pierwszej ciąży. Teraz to nie ma człowiek głowy na takie dopieszczanie się. Fotografowała Ola Wyżga (https://www.aleksandrawyzga.com).

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *